Jestem kobietą niespełnioną, śmiało można powiedzieć że przyziemną. Zaraz po skończeniu studiów zaszłam w ciążę, od tego momentu minęły dwa lata. Moje koleżanki pomału wzlatują, robią kariery, zrzucają kilogramy, poznają świat i ludzi. Ja zatrzymałam się w miejscu, nad pieluchami, garami, zupkami. Z dnia na dzień czułam jak mój świat staje się coraz cięższy i ciągnie coraz bardziej w dół, coraz głębiej w jakąś czarną otchłań nijakości. Mimo ogromnej miłości do córeczki czułam, że jak nie oderwę się od przygniatającej mnie codzienności to po prostu zwariuję!
Odkąd pamiętam marzyłam o skoku ze spadochronem. Był tylko jeden mały szkopuł, który sprawiał iż marzenie to stawało się nieosiągalne... mam lęk wysokości! Ale podobno lęki można pokonać tylko w jeden sposób - stawić im czoła... No i stawiłam! Namówiłam tylko męża, aby zrobił to ze mną, bałam się że sama stchórzę.
Znalazłam firmę na internecie, zadzwoniłam i umówiłam się na skok tandemowy. Dzień przed tym wielkim dla mnie dniem nie mogłam spać. Odczuwałam barwną mieszankę tych wszystkich uczuć jakich dawno nie czułam... stres, podekscytowanie, ciekawość, niecierpliwość, radość, a nawet euforia... Gdy wsiadałam do samolotu było niesamowicie, gdy samolot wzlatywał zaczęłam odczuwać coraz większy niepokój, a gdy otworzyły się "wrota" zamarłam. Jednak mam lęk wysokości! Nie moglam podejść, miałam nogi z waty, trzęsłam się cała i czułam jak krew ze mnie gdzieś odpływa. Miałam wrażenie, że zaraz puszczą mi wszystkie nerwy i zwieracze, czyli że posiusiam się ze strachu (albo coś jeszcze gorszego;-D) i popłaczę... Już zaczęłam krzyczeć, że rezygnuję, wycofuję się, kiedy mąż złapał mnie za rękę i powiedział: "Chciałaś się oderwać od ziemi i zrobiłaś to. Teraz masz okazję spełnić swoje marzenie i przeżyć coś czego nigdy nie zapomnisz... Odpuścisz?!" Nie mogłam odpuścić! Zamknęłam oczy i skoczyłam. A właściwie "zostałam skoczona" przez pana pode mną;-D (w skokach tandemowych osoba skacze przywiązana do pleców wykwalifikowanego skoczka)
W powietrzu nie czułam już nic poza wolnością. Adrenalina, euforia i inne pokrewne uczucia przekroczyły swoją granicę wyczuwalności. To było jak sen! Byłam dumna z siebie samej, że się odważyłam, że pokonałam swoje lęki i swoje "uziemienie". Byłam szczęśliwa!
Ten skok bardzo wpłynął na moją psychikę. Przede wszystkim przebudził mnie z jakiegoś okropnego marazmu, w jaki wpadłam. Oderwał od ziemi, pomógł się podnieść. Teraz lepiej czuję życie. Chwile z córeczką przeżywam, a nie odbębniam. Czerpię z nich radość. I znów mam plany i marzenia, chcę się pomału ale konsekwentnie spełniać! Przede wszystkim zapisałam się na kurs spadochronowy! Następnym razem skoczę już sama! To dopiero musi być przeżycie...
Polecamy także teksty:
ZŁAP SPORTOWEGO BAKCYLA
WSPOMNIENIA Z WYCIECZKI DO EGIPTU
SZTOKHOLM-MIASTO IDEALNE
Praca konkursowa naszej internautki
Ty też możesz wziąć udział w naszym konkursie. Szczegóły znajdziesz TUTAJ.