Bycie studentem rzeczywiście wiąże się z ogromnymi kosztami. Szczególnie, gdy studiujemy poza miejscem zamieszkania. Wydatki są bardzo duże. Nie wszystkich rodziców stać, aby zapewnić dziecku komfort studiowania bez zwracania uwagi na wydatki. Gdy tak nie jest, moim zdaniem, student powinien sam o to zadbać. Wystarczą dobre chęci i trochę samodyscypliny. Trzeba bowiem pogodzić naukę z obowiązkiem pracy. Ale student wszystko potrafi!
Ja osobiście pierwszy rok zostawiłam sobie na "zapoznanie terenu", nie pracowałam, poświęciłam ten czas nauce. Był to bowiem bardzo ciężki rok pod względem ilości egzaminów i materiału do opanowania. Przygoda z pracą zaczęła się w pierwsze wakacje. Robota z pozoru wydawała się dość interesująca - sprzedaż zapiekanek i tego typu fast-food`ów w nadmorskiej miejscowości. Zapewnione mieszkanie, jedzenie również. Namówiłam koleżankę i raz ruszyłyśmy w nieznane. Okazało się, że mieszkanie to malutki pokój, w którym nie byłyśmy same, nie wykończony w piwnicy jakiegoś pensjonatu. Ale ludzie tworzyli przyjazną atmosferę i dało się przeżyć. Zarobki 5 zł na godzinę, może nie powalające, ale dało się wyrobić grubo ponad 200 godzin miesięcznie, plus premia i było ok. Życia towarzyskiego brak, ale w końcu byłam tam w pracy. Wróciłam z pełnym porfelem, ogólnie zadowolona. Przywiozłam ponad 3 tysiące, sporo odciążyłam budżet rodziców.
W czasie roku akademickiego łapałam się różnych zajęć. Ciężko znaleźć takie, które nie kolidują ze studiami. Praca w barze jako kelnerka wieczorami/nocą - było dobrze, dopóki nie przyszedł okres większej ilości nauki. Pieniądze różne, głównie zależne od napiwków. Dla osób o "lżejszym" profilu studiów.
Ulotki - niewypaliło. Trzeba stać po kilka godzin, niezależnie od pogody. Pieniądze średnie. Zależy od firmy. W każdym mieście można znaleźć taką pracę. Ogłoszeń w gazetach jest full. Plus za elastyczne godziny pracy.
Telemarketing - pewna firma telefoniczna zatrudniałą chętnie osoby do obsługi klientów, odpowiadania na pytania, dzwonienia z ofertami. Bardzo elastyczne godziny pracy. Firma działała codziennie od 7 do 22, można było po wcześniejszym ustaleniu grafiku, przychodzić na dowolne godziny do pracy. Należało jedynie podpisać umowę na pół etatu i wypracować te minimum godzin, co nie było trudne. Zarobki w granicach 7 zł na początek, po 2 miesiącach doszło do 9 zł/godz. Sporo koleżanek zatrudniło się za moją namową i nie żałowało. Choć praca dla ludzi o mocnych nerwach - upierdliwi klienci to norma. Trzeba trzymać nerwy na wodzy.
Praca w hipermarkecie - łatwe pieniądze, nudna i mozolna robota, w sam raz, aby "dorobić coś na szybko". Nie mówię tu o byciu kasjerką, tego nie praktykowałam. Raczej wersja z liczeniem i rokładaniem nocą towaru. Było ciężko, ale to pod względem później pory, zmęczenia i jak liczysz, liczysz, liczysz... to można zgłupieć. Ale zawsze to jakieś wyjście awaryjne gdy brak funduszy.
Hostessa - ciężko wspominam :) Namawianie ludzi na powiedzmy spróbowanie jogurcika lub ciasteczka jest naprawdę trudne. Wbrew pozorom, nie każdy chce spróbować czegoś za darmo, ludzie uciekają, wyzywają, wyśmiewają. Spotkałam się z różnymi reakcjami. Najgorzej, gdy trzeba się za coś przebrać. Jednak zarobki w granicach 10 zł/godz, praca głównie w weekendy po ok 8 godzin lub więcej. można przeżyć.
Opiekun na koloniach dla dzieci - wystarczyło zrobić sobie wcześniej kurs (koszt ok 400-500zł), aby móc w wakacje jeździć z dzieciakami na kolonie/obozy. Turnusy trwają zazwyczaj ok 2 tygodnie, dzieci bywają różne, ale co tam. Zarobki ok. 500 zł za turnus, plus zwiedzanie za darmo nowych miejsc, to kusząca propozycja. Ja skorzystałam, nie żałuję, chętnie jeszcze nie raz się wybiorę w charakterze opiekuna.
Opiekun do osób starszych - mnóstwo ogłoszeń w gazetach. Jak ktoś jest przedsiębiorczy to jeszcze dzięki temu stancję będzie miał za darmo. Trzeba mieć jednak predyspozycje do opieki nad takimi osobami. To nie zabawa, tylko odpowiedzialność za drugiego człowieka. Zarobki bardzo różne. Można bowiem mieszkać z taką osobą, lub przychodzić kilka razy w tygodniu, sprzątać, robić zakupy, rozmawiać.
W związku z kierunkiem studiów skończyłam kurs masażu - przydało się. Zainwestowałam w stół do masażu, dałam kilka ogłoszeń, puściłam wieść p oznajomych i ludzie zaczęli dzwonić i umawiać się na wizyty. Jednak trzeba dojechać do klienta, więc w grę wchodzi własne auto. Pieniądze w zależności od wykonywanego masażu.
Mogłabym wymienić jeszcze kilka propozycji. Warto jednak najpierw:
- zapytać znajomych - może oni gdzieś pracują i mogą polecić coś ciekawego,
- kupić lokalną gazetę i poczytać ogłoszenia, nie zniechęcać się po jednym dniu szukania ogłoszeń,
- przejśc się do "biura karier" w uczelni (o ile coś takiego istnieje w Waszych), tam miłe panie mają naprawdę mnóśtwo różnego rodzaju aktualnych ofert,
- rozejrzeć się po mieście - niektóre bary rozwieszają tabliczki, że chętnie przyjmą studentów do pracy,
- poszperać w internecie.
Przed przystąpieniem do jakiejkolwiek pracy załatwiamy "papierki":
- książeczkę z SANEPID-u gdy chcemy pracować przy produktach spożywczych,
- NIP, mamy go, gdy otrzymujemy stypendium, jeśli nie to należy go wyrobić w Urzędzie Skarbowym,
- założyć konto w banku jeśli nie posiadamy,
- napisać CV.
Warto szukać pracy "na czysto", gdy jesteśmy legalnie zatrudnieni mamy na koncie staż pracy i doświadczenie, co podnosi nasze kwalifikacje. Inwestujmy w siebie robiąc różne kursy, które mogą nam się później przydać. Szukajmy pracy w zawodzie. Nie jest problemem znalezienie bylejakiej pracy. Gorzej, gdy skończymy studia i nie będziemy mieli żadnego doświadczenia w tym co sobie wymarzyliśmy robić w przyszłości.
Najważniejsze: wszystko zależy od nas samych. Jeśli chcemy, to na pewno znajdziemy pracę, która nem będzie odpowiadać. Student to nie tylko osobą stereotypowo obijająca się za kaskę rodziców. Student potrafi być również odpoiedzialny za siebie i pokazać, że można pogodzić pracęz nauką.
Praca konkursowa naszej Internautki