Zaczęła się dorosłość, zaczęły się schody. Mama przestała gotować obiadki, teraz dieta zależy tylko od nas samych. Oto jesteśmy w nowych miastach, gotowe do podbicia nowego lądu. Każda z nas, niczym Kolumb, nieśmiało stawia stopy w nowym, uniwersyteckim świecie. Powoli okazuje się, jak wiele przyjemności możemy czerpać z bycia niezależnymi. Rodzice płacą za akademik, czy mieszkanie, które stanowi bezpieczną oazę. Zaczynają się studia, poznajemy nowych ludzi, następuje integracja, imprezy, pojawiają się kolejni nowi znajomi, przed nami nowe możliwości. Świat stoi u stóp.
Wykorzystanie tych wszystkich okazji zależy od naszego podejścia, od żyłki przedsiębiorczości, czasem nawet od splotu różnych, nie do końca przewidywanych, a na pewno nie planowanych, okoliczności. Studiowanie – studiowaniem, ale to, co pozwoli nam utrzymać kontakt z realnym światem dorosłych jest właśnie samodzielna praca. Najlepsi będą potrafili połączyć zabawę oraz zarobkowanie. Nie trzeba wiele sprytu, by się udało. Wystarczy chcieć i odpowiednio zorganizować sobie grafik.
Ważny jest moment, w którym zaczynamy szukać pracy, jak wiadomo miasta uniwersyteckie doznają najazdu gości pod koniec września. Na początku października na rynku pracy zaczyna robić się tłoczno, ale to jeszcze nie znaczy, że nie mamy szans na znalezienie ciekawego, dobrze płatnego zajęcia. Początkiem starań jest stworzenie CV, nie jest to zadanie najtrudniejsze – w sieci znaleźć można tysiące wzorów, wiele portali publikuje artykuły, mające na celu wskazanie jak napisać ten zwykle jednostronnicowy dokument, który za moment stanie się przepustką do dorosłości.
Z gotowym CV należy przypuścić szturm na strony z ogłoszeniami o pracy i wybrać to, co nas interesuje. Ciekawym jest, że wielokrotnie zdarza się, iż aplikujemy na jakieś stanowisko w ferworze presji związanej z zarabianiem, później zaś o tym zapominamy i dopiero miły głos w telefonie przypomina i zaprasza na rozmowę kwalifikacyjną.
Tradycyjna droga poszukiwania pracy może zostać uzupełniona o zupełnie odmienne ścieżki. Zdarza się przecież, iż w na kolejnym spotkaniu integracyjnym z ludźmi z roku, akademika czy podczas „domówki”, spotkamy kogoś, zaczniemy opowiadać o swoich zainteresowaniach, umiejętnościach, a po niedługim czasie, w trakcie zwalczania bólu głowy - pamiątki z dnia poprzedniego, otrzymujemy telefon i przez najbliższe kilka sekund próbujemy sobie przypomnieć, kto mówi i czego dotyczy przekaz. Sama zostałam zaskoczona w ten sposób. Po jednym ze spotkań towarzyskich, w trakcie których dochodziło do wzajemnego zaznajamiania się gawiedzi, wspomniałam o pasji do języków, o ich poziomie zaawansowania na moim kierunku, etc. W tydzień później zadzwoniła do mnie koleżanka, która w tym czasie pracowała jako przedstawiciel handlowy i powiedziała, że jej szef szuka tłumacza na wyjazd na targi sprzętu elektronicznego we Frankfurcie. Sprawa była na tyle pilna, że miałam dwadzieścia minut na podjęcie decyzji. Zgodziłam się i pojechałam. To było moje pierwsze tego typu doświadczenie. Na początku trema, która później ustąpiła miejsce satysfakcji. Bardzo długi i męczący dzień, ale radość wielka. Pierwszy raz zarobiłam pieniądze jako tłumaczka.
Podobnych historii jest więcej, mój kolega znalazł pracę życia, jadąc pociągiem i przez przypadek mając ze sobą kilka egzemplarzy CV. Rozmowa ze współpodróżującymi zeszła w którymś momencie na zainteresowania, zajęcia i okazało się, że nieznajomy z przedziału pracuje w korporacji, w której trwa właśnie rekrutacja pracowników. Widać znajomy zrobił dobre wrażenie, bo dostał tę pracę.
Niezależnie od tego, gdzie szukacie pracy, jakie metody stosujecie, zawsze bądźcie sobą i powierzone zadania wykonujcie najlepiej, jak potraficie. Sama pracowałam swego czasu, jako hostessa podczas kampanii promocyjnej w jednym z salonów telefonii komórkowej. Praca przyjemna, prosta, gwarantująca kontakt z ludźmi, jednocześnie dobrze płatna. Mimo okresu przedświątecznego, tłumów w salonie nie było. W pewnym momencie wszedł potencjalny klient, więc z marszu zaczęłam przedstawiać mu nową ofertę, słysząc tylko cichy śmiech obsługi. Niezrażona kontynuowałam wywód. Później okazało się, że ten, któremu prezentowałam zalety nowej oferty abonamentowej był koordynatorem regionalnym akcji promocyjnej. Po „zdemaskowaniu” przybysza ucięliśmy sobie jeszcze pogawędkę na temat technik sprzedażowych i książki, którą oboje uważaliśmy za doskonały poradnik w tej materii. Okazało się, że mój zapał do pracy wzbudził wrażenie i niedługo później dostałam propozycję współpracy, tym razem jako jedna z koordynatorek promocji.
Oczywiście zdarzają się też wpadki i niekiedy źle odczytane ogłoszenie, na które odpowiadamy, staje się później ciekawą anegdotą podczas kolejnego spotkania towarzyskiego. Tak było, kiedy szukałam pracy podczas pobytu na stypendium Erasmus. Znalazłam wolny wakat hostessy, więc zaproponowałam swoją kandydaturę. Po wymianie kilku maili okazało się, że ogłoszenie dotyczyło pracy w ekskluzywnej restauracji, w charakterze... talerza do serwowania dań.
Propozycji nie przyjęłam, ale do tej pory żywo się z tego śmieję.
Pewność siebie, świadomość własnej wartości oraz zapał w pracy pomaga. Do tego odrobina szczęścia, uporu i nie zrażanie się porażkami, oto recepta na znalezienie pracy dla studenta.
Zobacz także:
JAK CZYTAĆ OGŁOSZENIA W SPRAWIE PRACY?
PROGRAM AU PAIR, CZYLI PRACA I NAUKA
PRACA I PRZYGODA - WORK&TRAVEL
Praca konkursowa naszej Internautki