Nie wiem co było bezpośrednią tego przyczyną, ale gdzieś w okolicach początku marca część męskiej ekipy Diario postanowiła w szczególny sposób adorować mnie. Na liście znalazły się takie imiona jak: Javier, Hugo, M.J., a nawet Matheo, jeden z najlepszych pracowników działu sportowego. Mimo tego, że od kilku dobrych lat był w szczęśliwym związku nie przeszkadzało to niektórym dziennikarkom wzdychać do niego po cichu. Był Niemcem dlatego odkąd pamiętam relacje między nami układały się świetnie. Ale tym razem w zachowaniu wyżej wymienionych osób było coś dziwnego.
Przyjmowałam ich komplementy, odpowiadałam na uśmiechy, pogawędziłam miło w wolnych chwilach zastanawiając się jednocześnie skąd ta nagła maidehmania.
Oczywiście nie miałam zamiaru pogłębić żadnej z tych relacji bo nadal ponad wszystko stawiałam pracę i ‘materiał życia’, który jak na złość ciągnął się gorzej niż flaki z olejem. Naprawdę nic szczególnego nie ruszyło się w sprawie Silikat. Na szczęście nie załamywałam się bo miałam w głowie słowa Alejandra: ‘takie sprawy potrafią ciągnąć się latami’. Tak więc bez wyrzutów sumienia stonowałam w pracy zajmując się artykułami przydzielonymi przez Adriana. A skoro o nim mowa, to przyznam, że doprowadził mnie któregoś dnia do histerycznego śmiechu, a co za tym poszło bólu brzucha.
Ponieważ moi adoratorzy działali całkiem serio i jawnie Adrian był świadkiem wielu scen, w których panowie wychwalali mnie pod niebiosa. Męska duma nie pozwoliła mu patrzeć na to wszystko obojętnie. Postanowił się zrewanżować w całkiem żenujący sposób. Zaczął z dnia na dzień podziwiać głośno wdzięki, atuty i talent młodziutkiej dziennikarki sportowej o imieniu Eliska. Podejrzewam, że zupełnie przypadkowo komentował ją wtedy kiedy znalazłam się w pobliżu. Naprawdę zamieniłam tą sytuację w żart. Wiem, że jeszcze kilka miesięcy temu pękłoby mi serce, ale z każdym dniem budziłam się powtarzając sobie „ potrafię być silna bez mężczyzny przy boku”. Z drugiej jednak strony te słowa obrosły w taką moc, że wszystkich swoich ‘adoratorów’ trzymałam na dystans nie zauważając jednej rzeczy – jednemu z nich naprawdę mocno na mnie zależało. Tą osobą był Javier. Uświadomiłam to sobie jeszcze tego samego wieczora siedząc w domu nad artykułem dla Amuse. Z pracy wybił mnie dźwięk sms’a od Javiera.
‘hej pewnie zabrzmię jak kompletny idiota za co z góry przepraszam. Ale po prostu muszę wiedzieć…Boże jaki ze mnie idiota…Maideh czy to przez to, że wolisz starszych facetów nie chcesz umówić się ze mną?’.
Rozbawiło i zaskoczyło mnie to jednocześnie. Rozbawiło bo Javier był rok ode mnie młodszy, a zaskoczyło bo skąd on niby miał takie informacje?
‘kto ci to powiedział?’ odpisałam
‘Adrian…czy kłamał?’
‘to prawda, ale odnoszę się do doświadczenia bo wszyscy moi poprzedni partnerzy byli ode mnie starsi. Ale dlaczego powiedział ci o tym Adrian?’.
To mnie najbardziej zastanawiało. Skąd ta rozmowa z Javierem na mój temat?! Brakowało żeby Adrian chwalił się na lewo i prawo, że byliśmy razem. Na szczęście wiem, że nigdy nie pozwoliłby sobie na zepsucie reputacji w pracy przez romanse.
‘Byliśmy razem na lunchu i wyznałem mu, że bardzo mi się podobasz, na co on odpowiedział, że nie mam szans bo wolisz starszych mężczyzn. Chciałem wiedzieć czy moje szanse są naprawdę tak małe jak on twierdzi’.
Ręce mi opadły. Co ten Adrian sobie wyobraża? Podejrzewam, że mówiąc mu to był niesamowicie dumny i zadowolony z siebie…Wie, że nie ma już szans na to byśmy byli ponownie razem dlatego zrobi (jak widać) wszystko by inni nie skorzystali na jego porażce…Niestety nie umiałam wprost powiedzieć Javierowi, że nie jestem nim zainteresowana. Lubiłabym siebie bardziej gdybym umiała chwilami pochwalić się twardszym tyłkiem. Ale tak nie było, dlatego odpisując, nie wspominałam nic o szansach, ale w zamian napisałam, że z chęcią wybiorę się z nim na drinka (oczywiście jeśli natłok zajęć się trochę poluzuje). Wysłałam wiadomość i chciałam napluć sobie w twarz.
‘następnym razem po prostu postaw sprawę jasno idiotko’ powiedziałam do siebie.