Rano obudziłam się z jeszcze gorszym uczuciem. Nie miałam ochoty wracać do redakcji. Najprościej w świecie bałam się. Ogarnęło mnie uczucie strachu.
Zacisnęłam mocno oczy i marudząc powtórzyłam kilka razy głośno
’niech te wstrętne samopoczucie minie, niech te wstrętne samopoczucie minie…’. Niestety nie minęło…Nadal czułam się jak najbardziej znienawidzona przez cały świat osoba. Wiedziałam jednak, że muszę tam wrócić i zmierzyć się z rzeczywistością. Usiadłam na łóżku i westchnęłam.
‘Maideh…ogarnij się dziewczyno’.
Wchodząc do redakcji witałam się zawsze z M.J’em radośnie. Ale nie dziś. Nie miałam nastroju do rozsiewania dookoła pozytywnej energii. Niestety M.J. także nie miał. Skinęliśmy sobie tylko sucho głowami i przeszłam obok niego w milczeniu. Postanowiłam iść na piętro schodami, jakby to miało oddalić mnie od rozpoczęcia dnia w pracy.
Kiedy weszłam do newsroomu każdy siedział w skupieniu i pisał artykuły. Nie było to ich naturalne zachowanie. Zwykle było tu głośniej i zawsze przy minimum jednym z biurek toczyła się ożywiona rozmowa. Idąc do swojego biurka spojrzałam na niektórych. Ich wzrok spotkał się z moim przez sekundę.
Poczułam to. Byłam tego pewna. Wiedzieli. Wiedzieli o wczorajszej kłótni. Wiedzieli o moim romansie z Adrianem. Nic już nie było tajemnicą.
Miałam ochotę wstać i krzyknąć: co was to wszystko obchodzi? Wiem, ze uważacie mnie za puszczalską dupę szefa. Mam to gdzieś. Powtórzę, nie wiecie nic!
Ale oczywiście nie zrobiłam tego. Rozpoczęłam dzień pracy jakby nigdy nic. W końcu to ja powinnam czuć zażenowanie a nie oni.
Do przerwy dzień w pracy minął mi w zupełnym milczeniu. Około 14 tradycyjnie wybrałam się na obiad. Pogoda nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz więc zjadłam coś w naszej redakcyjnej kantynie. Wiedziałam, że Lisa, z którą zawsze chodziłam razem na obiad będzie już czekać przy naszym stałym stoliku. Nie myliłam się. Kiedy zobaczyłam ją na miejscu, jedzącą już uśmiechnęłam się do niej. Był to mój pierwszy uśmiech od wczorajszego incydentu.
‘smacznego’ powiedziałam jej ‘nie chciałaś poczekać na mnie z zamówieniem?’
‘musze uciekać na górę zaraz’ odpowiedziała sucho. Nie podobał mi się jej ton. Po chwili zrozumiałam, że w tym wszystkim zapomniałam o Lisie. Nie wychodziłam wczoraj ze swojego pokoju po przyjściu do domu. Rano też Lisy nie widziałam. Z mojej strony należało się jej kilka wytłumaczeń. Ją też oszukiwałam przez cały ten czas, choć ona zawsze powtarzała mi, że jestem jej najbliższą tu osobą i zawsze mogę się do niej zwrócić w razie problemu.
‘Liso’ powiedziałam skruszona ‘wiem, że dotarły do ciebie wszystkie wiadomości’
‘nie sposób było tego nie usłyszeć’ mówiła spoglądając w zawartość talerza
‘wiem, że jesteś na mnie zła, że nie powiedziałam ci tego wcześniej, ale naprawdę nie mogłam’
‘wiesz, że byłam bardzo blisko, prawda? Pamiętasz?’. Spoglądałam na nią jak na zaczarowaną, naprawdę nie mogłam skojarzyć co miała na myśli
‘miałam w ręce kartkę od Adriana’ mówiła a jej głos delikatnie zaczął drżeć. Teraz przypomniało mi się. Lisa widziała kartkę, która wypadła z mojej torebki. Skłamałam ją wtedy, że to chłopak, którego poznałam na plaży.
‘Liso wiem, że zawiodłam cię na całej lini…’ mówiłam i czułam jak bardzo rośnie we mnie złość na samą siebie ‘i najgorsze jest to, że muszę cie teraz prosić o wyrozumiałość’
‘Maideh…ale czemu mam być wyrozumiała? Okłamywałaś wszystkich dookoła. Mnie, Alvara, domowników, całą redakcję. Wiesz ilu ludzi czuje się oszukanych? Nikt nie zrobiłby wam krzywdy gdybyście przyznali się do romansu’
‘ale ja bym dostała etykietkę dziwki’ odpowiedziałam zdenerwowana
‘Maideh a myślisz, że teraz każdy ci współczuje? Teraz jest jeszcze gorzej!’. Kiedy to powiedziała poczułam jak cholernie ciężko robi mi się w okolicy serca, łzy właściwie same napływały mi do oczu, widziała to.
‘Nie dbam o to co oni gadają, bo doskonale wiem jaka jest prawda, byłam z Adrianem bo naprawdę pokochałam go całym swoim sercem’ mówiłam i czułam jak pierwsza łza spływa po policzku ‘najbardziej zależy mi na tym żebyś ty się ode mnie nie odwracała Liso’ pociągnęłam nosem. Nastała chwila ciszy.
‘nigdy się od ciebie nie odwróciłam i teraz też tego nie zrobię Maideh’
‘dziekuje ci Liso, jesteś wspaniałą osobą’ złapałam ją za rękę ‘wiem, że może nie zawsze ci to okazywałam, ale jesteś najbliższą mi tu osobą’
‘Maideh nie musisz nic już więcej mówić, ja to wiem. Znam cie lepiej niż myślisz i wiem, że potrzebujesz teraz wsparcia’ mówiła wstając od stołu.
Przytuliłam się do niej mówiąc
‘dziękuję ci za to, że jesteś’
‘masz ochotę na wieczorne rozmowy i wino?’ zapytała
‘o niczym bardziej nie marzę. Opowiem ci o wszystkim co mi leży na sercu’ odpowiedziałam ze szczerym uśmiechem przez łzy
‘ok., a teraz musze wracać na piętro, obładowali mnie dziś robotą, do zobaczenia wieczorem’.
Poczułam, że z mojego serca spada kilka kilogramów, które ciążyły od wczoraj. Usiadłam żeby spojrzeć w kartę i zamówić coś do zjedzenia chociaż i tak nie czułam głodu. Nadal siedziałam sama i nie spodziewałam się, że ktoś będzie chciał mi towarzyszyć.
Jednak kilka chwil później usłyszałam jak ktoś pyta
‘można?’. Podniosłam głowę. To był Javier.
‘oczywiście, że tak, jeśli tylko masz ochotę siedzieć z oszustką’
‘daj spokój. Nie czuje żadnej urazy do ciebie, zresztą nikt nie ma, dlaczego nazwałaś siebie oszustką?
‘bo przecież ukrywałam związek z Adrianem’
‘eh..’ machnął ręką ‘daj spokój, było minęło. Wczoraj nami wstrząsnęła ta wiadomość, ale z dnia na dzień każdy zapomni, że coś takiego miało miejsce’
‘no nie wiem, nie wiem’ wzdychałam, ale cieszyłam się jednocześnie, że jest poza Lisą chociaż jedna osoba, która chciała ze mną rozmawiać.
‘ej dziewczynko? Gdzie jest ten uśmiech?’ zamachał mi przed oczami cukierkiem chcąc mnie rozbawić. I udało mu się.
‘no nareszcie’ odpowiedział ‘nie powinnaś się przed nikim chować. Zachowuj się tak jakby nic się nie stało. Przecież nie jesteś już protegowaną Adriana więc wszyscy pracujemy na tych samych zasadach’ zażartował
‘no wiesz co? A już przez chwilę myślałam, że mam w tobie oparcie!’
‘bo masz i zawsze mieć będziesz kochana’ odpowiedział uśmiechając się słodko.