Nie umiałam tego wytrzymać. Zbyt mocno mnie rozpieścił. Tak naprawdę żyjemy oddaleni od siebie o setki kilometrów, ale rozmawiamy kilka razy dziennie, tak bardzo się do tego przyzwyczaiłam, że kilka godzin bez niego wydają się być wiecznością i aż serce mi pęka, kiedy on milczy. Ciężko nam jest żyć bez siebie.
Sama nie wiem, które z nas ma większego bzika na punkcie tego drugiego :) jak ja cały dzień jestem poza domem i nie mam dostępu do internetu, to on pisze do mnie kilka maili, wiedząc, że i tak przeczytam je dopiero wieczorem i to wszystkie na raz, a ja zamiast pisać mu długie wypracowania siadam na sofie i odpływam do świata moich marzeń.
Wyobrażam sobie, że jest przy mnie, że trzyma mnie za rękę i mówi jak tęsknił, wyobrażam sobie każdą chwilę, którą moglibyśmy przeżyć, gdyby nie fakt, że on właśnie pracuje gdzieś daleko w Niemczech. Niestety na prawdziwe spotkanie z nim muszę czekać dłużej niż każda inna dziewczyna, która swojego ukochanego ma obok siebie. Nie jest łatwo być w związku na odległość, ale to nie powód aby się poddawać. Mój skarbek powtarza mi to za każdym razem, kiedy nachodzą mnie wątpliwości, a ostatnio pojawiają się one coraz częściej. To wszystko przez te dzielące nas kilometry.
Jemu jest łatwiej bo ma pracę, która pochłania jego czas i te dni które pozostały do kolejnego spotkania nie wydają się takie długie. Ja nie mam pracy, więc mam dużo czasu na myślenie i tęsknotę. Każdego dnia przeglądam ogłoszenia potencjalnych pracodawców, gotuję coraz to rozmaitsze potrawy, spotykam się z przyjaciółkami i czekam aż nadejdzie wieczór i będę mogła usłyszeć głos mojego ukochanego.
Wczoraj, kiedy tak długo się nie odzywał, a ja wiedziałam, że wieczorem się nie usłyszymy, czułam jak powoli, ale bardzo boleśnie pęka mi serce. Łzy płynęły mi po policzkach i miałam ochotę wszystko rzucić, wsiąść w samolot i polecieć do niego, aby przynajmniej tę noc spędzić w jego ramionach. Wiem, że to myślenie i zachowanie nastolatki, a ja zbliżam się już do 30stki, więc powinnam być rozsądniejsza... ale... no cóż... zakochani to zakochani, nie koniecznie myślą i działają logicznie.
Na szczęście mój skarbek też nie mógł beze mnie wytrzymać i przed północą jeszcze chwilkę ze sobą rozmawialiśmy. Nie wyobrażam sobie, jakby nasz związek mógł przetrwać, gdybym go tak często nie słyszała i nie widziała online. To i tak jest bardzo mało, ale codzienna rozmowa to minimum, którego nie może nam zabraknąć. Całe szczęście oboje o tym wiemy i pamiętamy, a nawet jeśli zdarzy się nam o tej prawdzie zapomnieć, to tęsknota prędko nam o niej przypomina.
Dzisiaj znowu było jak zawsze, od rana pisaliśmy sobie krótkie, miłe maile miłosne, a wieczorem opowiadaliśmy o tym co udało nam się zrobić w ciągu dnia i o tym jak bardzo za sobą tęsknimy. Pocałunki możliwe były jedynie wirtualnie, niestety. Oboje odliczamy już dni do następnego spotkania. Jeszcze ponad 2 tygodnie. Niby niewiele, ale dla zakochanych to cała wieczność...