Nie było by w tym nic śmiesznego, gdyby nie fakt, że nie one nie znają niemieckiego, tak więc rozmawialiśmy łamaną angielszczyzną, trochę po polsku, po rosyjsku i każde zdanie przeplatane było jeszcze jakimś niemieckim słówkiem. Na pewno sąsiedzi też wiedzą, że wczoraj było mi wesoło... ale co tam, najważniejsze, że my dobrze się bawiliśmy.
Czułam się jak mała księżniczka, wiem, to trochę głupie, ale tak właśnie się czułam. Ja byłam tą, która wszystkich dobrze zna i do tego jeszcze rozumie każdy język, a oni produkowali się łamiąc sobie przy tym języki i śmiejąc się w niebogłosy. Tacy już są moje przyjaciółki i mój chłopak, szaleni jak ja. Szczerze mówiąc to nie wiem o czym rozmawialiśmy, one próbowały trochę nauczyć go polskiego, a on udawał, że wie co one od niego chcą.
To był naprawdę udany wieczór, po całym męczącym dniu w kuchni. Chciałam przygotować sobie obiady na cały tydzień i tak jakoś zeszło mi na to dużo czasu. Prosiaczek polewany sosem sojowym, kurczaczek w marchewkach, sos pieczarkowy, pieczone kartofelki, oj będzie co jeść w tym tygodniu ;) .
Dzisiaj dzień był już mniej wesoły. Zostałam zaproszona na rozmowę w sprawie pracy i w sumie powinnam się cieszyć, ale jakoś mi to nie wyszło. Trzeba było jeszcze zrobić przedświąteczne zakupy, jak ja nie lubię kupować prezentów... wolę sama coś zmajsterkować, ale w tym roku jestem chyba zbyt leniwa. Wybrałam się więc po tuzin skarpet dla taty, bo jak ostatnio zobaczyłam te jego wielkie dziury na piętach to od razu wiedziałam co mu mikołaj pod choinkę położy, zmarzłam przy tym niesamowicie, ale zakupy się udały. Przy okazji kupiłam tysiąc innych niezaplanowanych rzeczy oraz czapkę i rękawiczki dla mojego skarbka, bo on takowych na co dzień nie nosi, a jak przyjedzie tu na sylwestra to na pewno będzie mu zimno, jak zwykle.
Tym razem postanowiłam się na tą noc zabezpieczyć i kupiłam mu co należy. Już widzę jego minę jak mu je dam... zdziwi się, będzie protestował, bo jak to on brzydko w czapce wygląda, a potem i tak ją ubierze i będzie mi dziękował, że o niego dbam, pełen dumy, że ma kogoś takiego, kto o nim myśli. Ach jakże ja za nim tęsknię...
Dzisiaj wieczorem nasza rozmowa nie była miła, ale na szczęcie na koniec udało się nam pogodzić. Oboje pochodzimy z rodzin dysfunkcyjnych i oboje mamy z tego powodu duże pustki emocjonalne, oboje pragniemy, by nas tulono i oboje nie umiemy uwierzyć, że ktoś może nas prawdziwie i bezwarunkowo pokochać, a to niesie za sobą trudności. Na szczęście mamy tego świadomość i dlatego dużo rozmawiamy. Mówimy sobie często co w danej chwili czujemy i dlaczego taka czy inna sytuacja są dla nas trudne. Bardzo dobrze się w ten sposób rozumiemy i dzięki temu łącząca nas więź jest coraz mocniejsza.
Dziś był jeden z takich trudniejszych dni, jednak na szczęście, jak zwykle, wszystko skończyło się dobrze... :) mogę więc zasypiać spokojnie i szczęśliwie, a jedyny stres jaki w sobie mam, to ta jutrzejsza rozmowa w sprawie pracy.