W dzisiejszym odcinku zajmiemy się niezwykle ciekawym zagadnieniem, bliskim większości z nas, które to zagadnienie stanowi istotny problem w stosunkach międzyludzkich a głównie damsko-męskich jak również jest przyczyną wielu nieporozumień i zbędnych frustracji a w najlepszym wypadku prowadzić może do nawarstwiania się negatywnych emocji czy też rozdrażnienia, które to podenerwowanie pojawia się właśnie u Was, kiedy próbujecie dociec co ja właściwie mam na myśli i ciśnie Wam się na usta "O czym ona bredzi? Czy nie można do cholery jaśniej!" ;)
I o tym właśnie owy wpis jest! Dlaczego wysyłamy mylne sygnały, lawirujemy bądź owijamy w bawełnę zamiast mówić wprost co myślimy i czujemy? Przecież klarowne przedstawienie problemu niesie ze sobą od razu korzyść - czyli pewność, że druga osoba trafnie nas odbierze.
Wiadomo nie od dziś, że kobiety mają złożoną naturę, może jednak warto sobie czasem życie uprosić zamiast dodatkowo je komplikować? Rozpatrzmy zatem zalety takiego postępowania na konkretnym przypadku z życia, dajmy na ten przykład z mojego.
Problem: facet rzadziej dzwoni
Intencja: dać mu do zrozumienia aby kontaktował się częściej
Najprostsze, logiczne rozwiązanie: powiedzieć mu „Fajnie by było gdybyś więcej się odzywał"
Proste - prawda? Zapewne również skuteczne - ale efektywność tego sposobu mogę stwierdzić tylko w teorii gdyż w moim przypadku wygląda to tak:
Problem: facet rzadziej dzwoni
Intencja: dać mu do zrozumienia aby kontaktował się częściej
Sposób: gdy zadzwoni być milczącą lub też prowadzić miłą ale oficjalną rozmowę, niekiedy dla urozmaicenia być złośliwą bądź naburmuszoną. Powiedzieć, że jest się zajętą w najbliższym czasie. Nie odzywać się sama z siebie. A jak już zdarzy się kolejny telefon to nie wspomnieć w żadnym wypadku „Miło, że dzwonisz". Nie nadmienić słowem, że zauważyło się, iż rzadziej dzwoni i nie próbować dociekać czemu. Zapewnić, iż nie ma żadnego problemu, że dopiero teraz się odezwał. Czekać na telefon i zachodzić w głowę czemu jeszcze się nie domyślił, że ma częściej dzwonić?!
Brzmi znajomo? Takie przykłady mogłabym mnożyć. Dąsamy się, buntujemy, wytaczamy wojenne działa, przy tym męczymy się i cierpimy ale nie powiemy wprost czego oczekujemy. Zakładamy bezsprzecznie „Powinien wiedzieć o co chodzi. Głupi nie jest, każdy by się domyślił!". Tylko jasnowidztwo z inteligencją niewiele ma wspólnego...
Czyli mówić wprost o co chodzi? Bzdura! To sprzeczne z kobiecą logiką. Nie chodzi przecież o to tylko żeby On zrobił to czego chcemy ale by uczynił to sam z siebie. Bo cudownie by było gdyby facet w lot odczytywał wszystkie nasze potrzeby. Pytanie tylko jak często zdarzy się owe „cud-ownie"?
Wybór należy do nas - możemy mieć nadzieję... albo mieć efekty.
Ja mam nadzieję. A wiadomo czyją ona jest matką... ;)
Z drugiej strony mądrość starego przysłowia głosi: Póki życia, póty nadziei! I tego sie trzymajmy! ;)
PS. Z ostatnich doniesień z pola walki wiem, iż teoria „Osiągania efektów poprzez mówienie wprost" sprawdza się do czasu. Zbytnie nadużywanie tej techniki przynosi odwrotne do oczekiwanych skutki. Jeśli nieustanie przedstawiamy nasze oczekiwania (nawet w jak najlepszej wierze) to w umyśle partnera może nastąpić blokada. Należy więc stosować metodę z umiarem i nie przekraczać maksymalnej, tygodniowej liczby komunikatów. (Naukowcom nie udało się jeszcze określić tej liczby ale tęgie umysły wciąż nad tym pracują!)
Więcej na:
http://odmiennosc-mysli.bloog.pl/