Zacznę od zagadki:
Ile singli żyje w Polsce?
A: 40 000
B: 95 000
C: 2 000 000
D: 5 000 000
No jak myślicie, dziesiątki tysięcy czy już miliony? Otóż, ze smutkiem muszę stwierdzić, że odpowiedź D i liczba ta stale rośnie. Instytucja małżeństwa po woli odchodzi do lamusa i za kilka dziesięcioleci single będą rządzić światem. A czy będzie czym rządzić, tego badania nie precyzują.
Co więcej zaczynają nam zazdrościć "sparowani" i powstaje nowe zjawisko tzw. łże-single. Taki łże-singiel jak wyjaśnia WPROST w jednym z artykułów to osoba pozostająca w związku małżeńskim a zachowująca się jak singiel. Do typowych singielskich zachowań zaliczono: podrywanie, wybywanie z domu na samotne bliższe i dalsze eskapady, zaliczanie innych partnerek/ów, bywanie w modnych miejscach i na imprezach (swoją drogą nieźle nas singli podsumowali?!). Dodatkowo łże-singiel; przeżywa swoją drugą młodość, daje się ponieść chwili, jest bardzo spontaniczny, chce zaimponować przygodnej partnerce i potrafi mile zaskakiwać (mniej miłym zaskoczeniem jest pewnie informacja, że w domu czekają na niego dzieci i żona). Jednym słowem świat schodzi na psy.
Coraz większej liczbie partnerów zwyczajnie nie chce się nad związkiem pracować. Gdy uczucie gaśnie zamiast starać się je na nowo rozpalić, szukają ognia gdzie indziej.
Pamiętacie taką scenę z filmu Dziennik Bridget Jones, gdy została zaproszona na przyjęcie, na którym siedziały same pary? Wszyscy patrzyli na nią jak na ufoludka i nie szczędzili kąśliwych uwag. Czyżby w trzeciej części czekała nas odwrotna sytuacja? Kryjące się w kącie małżeństwo, ze wstydem ukrywające, że kochają się i chcą być razem zamiast szaleć co noc z kimś innym?
Mimo, że jestem singlem mam szczerą nadzieję, że nic takiego nas nie czeka. Za to faktem jest, że po woli zmienia się podejście do osób samotnych. Rynek zaczyna dostrzegać potencjał w singlach i dostosowuje do nich ofertę. Jeszcze trochę pokutuje stereotyp, iż kobieta po trzydziestce to już stara panna (równa się ofiara losu, jednostka niższej kategorii) ale coraz częściej to młode zamążpójście spotyka się ze zdziwieniem.
Każdy kij ma dwa końce - singlowy trend również. Z jednej strony smutny jest fakt, że małżeństwo i monogamia zaczynają tracić wartość. Z drugiej pozytywną zmianą jest równe podejście do osób samotnych, większe zrozumienie dla nich. Często bycie single nie jest przecież kwestią życiowej decyzji a jedynie stanem przejściowym w procesie świadomego wyboru odpowiedniego partnera.
Nie szukałam żadnych badań na potwierdzenie tej tezy ale na moje wyczucie odsetek rozwodów w związkach osób, które przez dłuższy czas były singlami jest mniejszy niż w związkach zawartych „w porywie serca" czy we wczesnej młodości.
Single zdążą się wyszaleć, poznać życie, świat i ludzi, samotność nauczy ich doceniać bliskość drugiej osoby, nie pojawi się potrzeba poszukiwania odmiany bo odmian mieli aż zanadto. Gdy w końcu znajdą tą drugą osobę, poczują, że tego właśnie szukali i podejmą świadomą, dojrzałą decyzję na pewno nie będzie im się spieszyło by do singlowego stanu wrócić. Łże-single biorą się zapewne ze związków, w których jeden z partnerów orientuje się poniewczasie, że jeszcze nie był gotów poświęcić się jednej osobie, lub, iż uczucie, które skłoniło go do ślubu nie miało wiele wspólnego z prawdziwą miłością. Stwierdza, że chce jeszcze poznawać, chłonąć, zmieniać, przeżywać stany i sytuacje, które w małżeństwie już raczej nie mają miejsca. Jak motylki w brzuchu, satysfakcja ze zdobywania, czy podekscytowanie związane z odkrywaniem nieznanego...
Na szczęście istnieje też takie zjawisko (mam nadzieję, że nie ginące! ;) jak szczęśliwe małżeństwo, które łączy prawdziwa, szczera i głęboka miłość. Gdzie partnerzy nie szukają wrażeń poza związkiem bo dają sobie nawzajem wszystko czego potrzebują i zabiegają o siebie bez względu na małżeński staż.
Takiego właśnie związku sobie i Wam życzę! :)
Więcej na:
http://odmiennosc-mysli.bloog.pl/