A ja tęsknię za jego towarzystwem, ciepłem. Widzę jego uśmiech, czuję dotyk. Wybierając, podejmując decyzję, odruchowo odwracam głowę z pytaniem: „co o tym myślisz?", ale jego przy mnie nie ma. W nocy tulę się do niego, tonę w objęciach... ale jego przy mnie nie ma. W autobusie szukam oparcia na jego silnym ramieniu...
Jego nie ma, został 300 km stąd, w domu. Zostawiłam go samego. Popełniłam błąd i teraz za niego płacę. Teraz każdy dzień to męka, samotność - najgorsza rzecz pod słońcem, ból i niepokój. Wytrzymałam sama 9 dni. Był to najgorszy okres rozłąki w całym naszym związku. Ja spowodowałam rozstanie własną głupotą i nieprzemyślaną decyzją.
Kiedy się żegnaliśmy, myślałam, że to koniec, że on mi nie wybaczy, ale patrząc mi prosto w oczy powiedział, że mnie kocha i już wybaczył. Płakałam, bo wiedziałam, że dostaję kolejną szansę, bo wiedziałam jak bardzo go zraniłam i dlatego, że w swoich oczach nie zasługiwałam na wybaczenie. Nie zasługiwałam na niego.
Po tych 9 dniach nie wytrzymałam, wsiadłam w pociąg i wylądowałam prosto w jego ramionach.
Miałam zostać jeden dzień, ale wpadliśmy w dziurę czasoprzestrzenną i znikliśmy na całe 5 dni. Niestety to co dobre szybko się kończy, ale teraz obiecałam sobie, że wrócę do niego już na zawsze, że więcej go nie zostawię. Żałuję, że tyle złego musiało się wydarzyć, żebym mogła docenić, uwierzyć i zobaczyć.
Teraz już wiem, czym jest miłość. To stawanie murem za swoją drugą połówką, na dobre, ale przede wszystkim na złe. Obustronne i bezgraniczne zaufanie, szacunek, szczerość i uśmiech. Uśmiech będący wsparciem, a nie sposobem na rozładowanie sytuacji. Podnoszący na duchu. Rozmowa, dialog oraz umiejętność słuchania, ale słuchania aktywnego. Poświęcenie. Dotąd myślałam, że to ja się poświęciłam, zostawiając rodzinę i przyjaciół, ale teraz wiem, że moja druga połówka zrobiła dokładnie to samo, dla mnie! Mnie przyszło to z łatwością, bo teraz widzę, że nigdy do nich nie pasowałam, ale on znał niektórych ponad 20 lat!
Zagładą dla związku jest kłamstwo, pomijanie pozornie nieistotnych spraw, wiem, bo na tym właśnie polegały moje liczne błędy. Nie będę się usprawiedliwiać - kłamałam. Dlaczego? Nie wiem. Na początku dlatego, że bałam się zaufać, bałam się, że znowu moje uczucia zostaną zranione. Wcześniej byłam zbyt otwarta i wiem jak to bolało. Potem, kiedy się otworzyłam, bałam się mówić o pewnych rzeczach, bo wiedziałam, że źle robię, ale zamiast powiedzieć o swoich zamiarach, podejmowałam decyzje sama. Teraz wiem, że uniknęlibyśmy wielu kłótni i straconych nerwów, gdybym zaczęła rozmowę. Kłamałam, bo chciałam mieć rację, denerwowało mnie, że czego się nie dotknę, jest nie tak...a wystarczyło poprosić o pomoc. KOCHAJĄC, SCHOWAJCIE DUMĘ DO KIESZENI!