Mój Towarzysz nie jest moim wyśnionym ideałem. Daleko mu do takiego Brada Pitta, o Pawle Małaszyńskim nie wspominając. Jest uzależniony od nikotyny, co też jest raczej wadą niż zaletą. Ale ja również nie jestem ucieleśnieniem kobiety ze snów: z Claudią Schiffer łączy mnie jedynie kolor włosów. Poza tym jestem nerwowa, płaczliwa i nie mam za grosz pojęcia o gotowaniu. To jednak wcale nie przeszkadza Towarzyszowi w zapewnianiu mnie o swojej miłości i subiektywnym stwierdzaniu, że i tak jestem fajniejsza niż Claudia.
Co sprawia, że ludzie o odmiennych sposobach patrzenia na świat łączą się ze sobą i są szczęśliwi? Z jednej strony to pewien paradoks: przecież nic nie zbliża bardziej jak wspólne pasje i zamiłowania. To one sprawiają, że partnerzy mają o czym rozmawiać, dyskutować, rozumieją się nawzajem. (Któż bowiem lepiej zrozumie miłośnika fantasy niż miłośniczka tego gatunku?) Z drugiej jednak strony psychologowie mówią, że takie samo hobby może zaszkodzić miłości. Między partnerami pojawia się rywalizacja, zazdrość, a w konsekwencji problemy w związku. To dowód na to, że przeciwieństwa nie tylko się przyciągają, ale mogą żyć długo i szczęśliwie, wzajemnie się uzupełniając.
W świecie zwierząt wybór partnera jest zdeterminowany jego cechami zewnętrznymi: urodą, wytrzymałością, siłą. W świecie ludzi decyzje matrymonialne to bardziej skomplikowana sprawa. Naukowcy wskazują na pewien sposób wybierania mężczyzn przez płeć piękniejszą – ten jedyny jest najczęściej podobny do ojca kobiety. Nie chodzi tu wyłącznie o cechy zewnętrzne; równie, a może nawet ważniejsze jest podobieństwo charakterów. Jeżeli jednak w przeszłości dziewczyna nie zaznała miłości swego ojca lub był on nieobecny w jej życiu, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że wybrany partner będzie od niej dużo starszy. Być może to jest jeden z powodów rozczarowania – kobiety, szukając podobieństwa do ojców, nie do końca zwracają uwagę na inne cechy wybranka. W konsekwencji partner okazuje się nie taki, jakim widziałaby go partnerka – najzwyczajniej w świecie nie pasuje do niej.
Niedopasowanie jednak może być tylko pozorne. Na potwierdzenie - historia z życia wzięta. Moja znajoma poznała w pracy kolegę. Kolega był brzydki, nie w typie koleżanki, ale za to bardzo nią zauroczony. Żartowałam czasem z koleżanki, że może by się z nim jednak umówiła; ona jednak uparcie odmawiała, twierdząc, że nie widzi kolegi u swego boku. Od tamtej historii minęły prawie cztery lata. Obecnie koleżanka jest szczęśliwą mężatką z dwuletnim stażem, zakochaną do szaleństwa w swoim wybranku. Niedopasowany kolega z pracy stał się idealnym mężem, choć podobno na początku wcale nie był w typie swojej obecnej żony...
Czyli nic dodać, nic dopasować.