Pierwszy zgrzyt pojawia się już na początku. Twój mężczyzna oznajmia ci, że właśnie zaklepał kwaterę w górach. Ale jak to w górach – myślisz z przerażeniem – to niemożliwe! Wy musicie jechać nad morze! Po pierwsze, morze jest zdecydowanie bardziej romantycznym miejscem niż góry; po drugie, nie po to żyłaś ostatnie trzy miesiące na wodzie i suszonych owocach, żeby teraz nie wcisnąć się w swój mikroskopijny kostium kąpielowy! Poza tym – oznajmiasz swojemu mężczyźnie, kiedy już dojdzie do kłótni – masz lęk wysokości i przemożną chęć spędzenia urlopu leżąc. A jedyne, co w tym czasie będzie ci się kojarzyć z górami, to fakt, że będziesz leżeć do góry. Brzuchem!
Miesiąc później siedzisz w pociągu do Zakopanego obrażona na cały świat. Z morzem łączy cię już tylko morze łez, które wczoraj wieczorem wylałaś. Twój smutek i złość potęguje jeszcze niezrozumienie ze strony tego jedynego. Czy on naprawdę nie rozumie, że ty potrzebujesz tych wszystkich par sukienek i butów? Poza tym bycie glamour oznacza pełny makijaż niezależnie od wysokości, w związku z tym ten wielki kufer kosmetyków i balsamów też jest ci potrzebny. A że twój mężczyzna niesie twoich sześć walizek to już inna sprawa. Ostatecznie i tak powinien być ci wdzięczny. Dzięki tobie ma wreszcie szansę się wykazać.
Po dotarciu do kwatery jesteś jeszcze bardziej rozczarowana niż wcześniej i co oczywiste, wcale nie masz zamiaru tego ukrywać. Pokój nie ma klimatyzacji, w związku z czym znów wysuszy ci się skóra. Obsługa jest niemiła, a do najbliższego sklepu jest chyba z pięć kilometrów. Poza tym widok z okna przedstawia pobliski bar, a nie jakiś romantyczny górski widoczek (na który zresztą w głębi serca liczyłaś). Ni mniej ni więcej oznacza to tyle, że twoje widoki na najbliższą przyszłość są beznadziejne. I nie zmieni tego nawet fakt, że twój mężczyzna będzie codziennie rano przynosił ci świeże bułeczki na śniadanie ze sklepu oddalonego o pięć kilometrów.
Wszystko to wpływa przygnębiająco na twój humor. Nie masz na nic ochoty, a na pytanie mężczyzny, czy nie wybralibyście się na spacer, odburkujesz, że owszem, ale w następny urlop, nad morzem. W konsekwencji wspólny wyjazd spędzacie oddzielnie: on wędrując po górach i wesoło świętując w barze, ty w towarzystwie chusteczek, przed telewizorem, po raz setny oglądając powtórki „Gotowych na wszystko”. Kiedy jednak po pewnym czasie dochodzisz do wniosku, że i ty jesteś gotowa na wszystko (z miłości) i zdobędziesz z ukochanym szczyt, on oznajmia, że trzeba się pakować. Urlop skończony, wracacie do domu...
To tylko jeden z kilku fatalnych scenariuszy na spędzenie wakacyjnego urlopu. Aby jednak uniknąć wakacyjnej katastrofy, warto pamiętać o kilku zasadach:
- ustalcie wcześniej razem, gdzie chcecie jechać. Nie wykłócaj się jednak o swoje miejsce. Najważniejsze jest to, że będziecie razem, a nie fakt, że znów postawiłaś na swoim.
- skupcie się na tym co miłe. Pomyślcie, jak fajnie jest wspólnie spędzać urlop, razem odpoczywać i zwiedzać. A kłótnie o rezerwację fatalnej kwatery odłóżcie na bok. Tego typu sprzeczki nie zmienią raczej miejsca waszego pobytu, ale wasze nastroje już tak.
- niech każde z was odpoczywa. Nie musicie wszystkiego robić razem. Kiedy ty oglądasz swój serial, on może wyjść na basen. Najważniejsze to ustalić, kto czego oczekuje i do niczego się wzajemnie nie zmuszać.
- celebrujcie wspólne chwile. Chodźcie razem na spacery, wybierajcie się wspólnie na lody, zorganizujcie sobie dzień lenistwa. Nie bójcie się okazywać sobie czułości. Wszak urlop we dwoje to idealny czas na miłość!
- po powrocie z wakacji pielęgnujcie miłe wspomnienia. Rozmawiajcie, o tym co wam się najbardziej podobało, z czego jesteście najbardziej zadowoleni. Oglądajcie razem zdjęcia z wakacyjnych wojaży i... planujcie następny niesamowity wyjazd!
Na przekór tym wszystkim, dla których najgorsze wyjazdy wakacjyjne, to właśnie te spędzone we dwoje...
Zobacz także:
Niezapomniany miesiąc miodowy
W podróży - jak w domu
Artykuł napisany przez naszą Internautkę: ŻonęLeona