Początkowo cieszy nas troska rodziców o nasze zdrowie, bezpieczeństwo i przyszłość. Mamy kilka lat i wiemy, że na mamie i tacie zawsze możemy polegać. W piaskownicy, kiedy tylko jakieś dziecko próbuje nam wyrwać łopatkę, już śpieszą z pomocą. Okrzyczą niegrzecznego kolegę, a nas przytulą i zapewnią, że cały czas są tuż obok.
W szkole, kilka lat później, także wciąż utwierdzają nas w przekonaniu, iż na nich możemy liczyć. Kłopoty z nauczycielem? Zawsze w porę zainterweniują, usprawiedliwią i wyjaśnią nasze, niekiedy niestosowne, zachowanie. Oni. Niezawodni i wspierający. Rodzice.
Problem pojawia się, kiedy zaczynamy dorastać. Już będąc nastolatkami, coraz bardziej drażni nas zbytnia nadopiekuńczość rodziców. Zbyt, w naszym odczuciu, wszystko kontrolują. Dyskoteka szkolna? Punktualnie o 21.00 tato już czeka na parkingu, by zawieźć nas do domu. Wakacje czy wypady z przyjaciółmi? Rodzice tak nam organizują wolny czas, byśmy jak najrzadziej gdzieś wychodzili bez nich z domu. Kiedy zaś próbujemy się zbuntować, zaraz odzywają się problemy z sercem u mamy lub taty. Uczymy się więc, że rodziców lepiej nie stresować i niepotrzebnie nie martwić.
W końcu nadchodzi ten dzień. Nasza osiemnastka. Już za niedługo będziemy mogli wyrwać się z domu, i poczuć smak wolności. Tylko... czy aby na pewno? Wiemy już, co chcielibyśmy studiować. Marzy nam się socjologia w stolicy. Świadectwo z paskiem w klasie maturalnej ma być przepustką na wybrany uniwersytet. Wtedy jednak słyszymy, iż rodzice mają wobec nas inne plany.
Przecież ktoś musi pomagać w domu, rodzice już zdrowie mają nie takie, jak kiedyś, a oni sami... nie poradzą sobie! Budzą się w nas wyrzuty sumienie. Jaka z nas niewdzięczna córka! Jaki niedobry syn! Mama i tata poświęcili dwadzieścia lat swojego życia, byśmy otrzymali jak najlepsze wychowanie i edukację, a my ich chcemy na starość porzucić? Tylko ile lat będziemy mieć, gdy zaczniemy w końcu samodzielne życie?
Zanim się obejrzymy, okaże się, że wszystkie koleżanki i koledzy zdążyli się pożenić, mają dzieci i własny świat, a my jesteśmy sami i samotni - jedynie z rodzicami, których obecność coraz bardziej nam przeszkadza. Praca nie daje nam satysfakcji, jednak w małej miejscowości znaleźliśmy jedynie zatrudnienie w sklepie.
Partner życiowy? Kiedyś umawialiśmy się z jednym czy drugim kolegą, jednak związek nie przetrwał próby czasu. Rodzicom nie pasowało, że jesteśmy razem. Nadal mieszkamy w domu z mamą i tatą, a każda próba wyprowadzki kończy się kłótnią i problemami zdrowotnymi rodziców. Jak w takiej sytuacji moglibyśmy ich zostawić?
Toksycznych rodziców nie brakuje. Im dłużej jednak tkwimy w takim toksycznym uzależnieniu, tym trudniej nam się uwolnić. Ciągle żyjemy pod presją. Mamy poczucie winy, czujemy się odpowiedzialni - a przecież każdy z nas ma prawo zacząć żyć po swojemu!
Rodzice często przelewają w dzieci własne ambicje. My mamy spełnić ICH marzenia. Nie udało się mamie iść na studia? Więc córka powinna ukończyć JEJ, nie SWÓJ, wymarzony kierunek. Rodzice wychowali nas kosztem własnego życia towarzyskiego? Teraz to my powinniśmy swój czas poświęcić im. Błędne koło, jednak w końcu musimy powiedzieć: stop!
Jeśli sami nie potrafimy poradzić sobie z emocjami, powinniśmy poszukać fachowej porady. Nie można żyć cudzymi oczekiwaniami, cudzymi marzeniami i... cudzym życiem.
Zobacz także:
Kiedy jest dzień ojca
Jak powinny wyglądać oficjalne zaręczyny
On mógłby być jej ojcem!
Artykuł napisany przez naszą Internautkę: agrafkę