Z góry chcę uprzedzić, że będzie to bardzo jednostronny artykuł, ignorujący naczelną zasadę obiektywizmu dziennikarskiego. Ale za to zgodny z moimi przekonaniami. Ja zaś nie widzę w swingowaniu niczego innego jak tylko seksualną dewiację. Zaprzeczenie prawdziwego uczucia i egoizm, maskowany zapewnieniami o zwalczaniu seksualnej rutyny.
Wszystko to ogranicza jedna tylko zasada: każdy z partnerów musi wyrazić zgodę na to co ma się dziać później. Seks na forum? Czemu nie! Wymiana partnerów? Jak najbardziej! Seksualna orgia? Naturalnie! Dostępnych wariacji jest naprawdę wiele. Możemy więc tylko patrzeć. Ale możemy też brać czynny udział. Eksperymentować. Dodawać pikanterii nudnej codzienności. Wszak zwykłe dni to normalność: praca, dom, dzieci. Dopiero w weekendy przychodzi czas na odreagowanie i nietypową zabawę.
Początek swingowania sięga lat 50 ubiegłego stulecia. Wtedy to w Ameryce pojawiła się gra nazywana „wife swapping” czyli „wymiana żon”. Polegała ona na tym, że w trakcie przyjęcia mężczyźni zostawiali klucze do swoich domów, by następnie kobiety mogły je wylosować. W ten sposób, drogą losową ustalano kto z kim ma spędzić daną noc. Zabawa ta szybko wyszła poza granice USA, znajdując zwolenników w wielu krajach, w tym także w Polsce, równocześnie stając się przykrywką dla seksualnej rozwiązłości partnerów.
Dla swingersów bowiem cotygodniowe spotkania to pewien rodzaj odświeżenia związku i zabezpieczenia. Taki argument pojawia się najczęściej wśród par z kilkuletnim stażem, tam gdzie powoli wkrada się rutyna. Stąd, aby zapobiec wzajemnemu znudzeniu się sobą partnerzy decydują się na „kontrolowany skok w bok”. Jak sami przyznają wolą dobrowolnie kogoś „podsunąć” drugiej stronie, niż być potajemnie zdradzanym. Doceniają seks z wybraną osobą, widząc jak bardzo jest adorowana przez nieznajomych. Odświeżają swoje życie seksualne, które ograniczone do siebie nawzajem mogłoby w końcu zaniknąć. Zapominają jednak przy tym, że prawdziwa miłość nie polega na przypadkowym zaspokojeniu seksualnym.
Stąd, chociaż sami swingersi zachwalają ten sposób „troski” (!) o związek, zazwyczaj przy tego typu aktywności pojawiają się wątpliwości. Czy rzeczywiście na tym polega dbanie o swoje życie seksualne? Czy jeszcze istnieje między partnerami miłość? I czy „podsuwanie” innych partnerów daje stuprocentową gwarancję wierności?
Sami psychologowie i seksuolodzy krytycznie podchodzą do tego typu aktywności. Wskazują na problemy, które zazwyczaj leżą u podstaw swingowania. Prawdziwe, mocne uczucie nie potrzebuje takiego urozmaicenia, nawet jeżeli życie seksualne dalekie jest od ideału. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na intymność, bliską więź, wierność? A co w przypadku, gdy owocem nieskrępowanego seksu będzie dziecko? Czy mąż-nie-ojciec będzie je tak samo kochał, jak gdyby było jego dzieckiem?
Jakakolwiek więc próba przekonywania mnie o zaletach swingowania nie ma sensu. Napisałam jednostronny, jak najbardziej nieobiektywny artykuł i dla mnie ta sprawa jest oczywista: prawdziwa troska o związek ma miejsce wyłącznie w relacji dwojga bliskich sobie partnerów. Wszelkie wyjście poza tę intymną więź jest zwykłym egoizmem. I nigdy nie będzie służyć umocnieniu miłości.
Zobacz także:
Artykuł napisany przez naszą Internautkę: ŻonęLeona