Po powrocie z wakacji naładowana pozytywną słoneczną energią przyjęłam propozycje randki od pewnego chłopaka. Był trochę za bardzo umięśniony, zbyt opalony i błyszczący. W naturalnych okolicznościach przyrody nie zwróciłabym na niego uwagi ale letni okres zwiększył moją wyrozumiałość. Podczas rozmowy osobnik okazał się miły i całkiem porządny przyjęłam więc zaproszenie. Randka przebiegła nienagannie, przejażdżka po mieście, spacer i kolacja w przytulnej kafejce. Nawet zaczęłam myśleć, że mogłabym się przyzwyczaić do tego solariowego oblicza. Na kolejne spotkanie zaplanowaliśmy wspólne "winopicie". Zastanawiałam się gdzie mnie zaprosi. Tymczasem przemiły kolega zasugerował, że najmilej byłoby ten wieczór spędzić u mnie. Co więcej jak już się napije to przecież biedactwo nie będzie wracał po nocy więc proponowałby z nocowaniem... Po takim wyznaniu odeszła mi ochota na kolejną randkę.
Trzeba było zaufać instynktowi, który ostrzegał mnie przed zbytnią masą mięśniową i opalenizną... ;)
Jak dowodzi powyższa historyjka - zbyt duże dawki solarium rzucają się chłopcom na głowę ;)
Więcej na:
http://odmiennosc-mysli.bloog.pl/