Tymczasem rzeczywistość nie dorasta do naszych oczekiwań. Bo dopóki spotykamy się z ukochanym na randkach, wszystko wygląda jak w bajce. On przynosi kwiaty, jest szarmancki, uśmiechnięty i wpatrzony w ciebie jak w obraz...
Ale gdy tylko wasz
związek okrzepnie, wychodzi szydło z worka. Okazuje się bowiem, że ten wspaniały, inteligentny, miły i
uroczy facet ma za
matkę kogoś, kto wyglądem i charakterem przypomina
wiedźmę Hogatę; stado obleśnych i
głupkowatych kumpli albo wszystko naraz. I co wtedy? Kiedyś bardzo chciałaś poznać jego przyjaciół - ukochany tyle o nich opowiada. Myślałaś, że są wspaniali, ale okazało się, że
za dużo piją, za dużo palą, opowiadają świńskie dowcipy i
traktują cię jak półgłówka, który nie odróżnia rzutu karnego od rożnego.
Zastanawiasz się, czy on nie mógłby znaleźć sobie kolegów na swoim poziomie. Wymyślasz fortele, by on jak najrzadziej się z nimi spotykał. Najprościej jest oczywiście
zerwać i dalej
szukać ideału, ale rycerze na białych rumakach niestety już dawno wyginęli. Nie ma zapewne na świecie nikogo takiego, kto odpowiadałby ci w każdym calu. Zresztą
miłość nie polega na tym, żeby znaleźć kogoś, kto będzie do ciebie pasował, ale na tym, by
samemu się dopasowywać. Szukać kompromisu, próbować znaleźć
wspólną drogę, coś, co połączy dwoje kochanków. Miłość to nie tylko
romantyczne uniesienia i kolacje przy świecach. To także ciężka praca i
wyrzeczenia.
Musisz więc powiedzieć sobie jasno: kocham właśnie tego faceta i biorę go z całym dobrodziejstwem inwentarza! A gdy już sobie to powiesz, zrozumiesz jednocześnie, że to właśnie z tym inwentarzem musisz nauczyć się żyć, albo przynajmniej go tolerować. Tyle tylko, że wtedy nie będzie ci już tak trudno zaakceptować tych dodatków do twojego ukochanego. Przecież dla miłości można wiele znieść!
Tekst wyróżniony przez redakcję
Zobacz podobne teksty na ofeminin.pl