Życie, jak najgorszy koszmar potrafi momentami wyrwać nas z wymyślonej, czarownej fantazji. Budzimy się wtedy nagle i otwieramy oczy. Wstajemy, spoglądamy za okno, a sen o ukochanym rozmywa się niczym ślady na piasku. Na nic zdają się kolejne wylane łzy i wytarte wspomnienia.
Nadchodzi codzienność, a kolorowy świat pełen miłości i pocałunków pęka, jak bańka mydlana. Tragedia, czy normalność? Zapewne to drugie, acz my kobiety niejednokrotnie podwyższamy rangę naszego niepowodzenia do rozmiarów naprawdę kolosalnych i osobistą porażkę traktujemy w kategorii prawdziwego dramatu. Trochę to śmieszne, ale przecież każda z nas po cichutku marzy o tym jedynym…
Pierwsze spojrzenie, zauroczenie...
Zaczyna się tak. Poznajecie się w klubie, na imprezie u przyjaciółki, bądź w dyskotece. Na początku przyciągacie siebie wzrokiem. Jedno i drugie udaje, że nie obserwuje. Cały czas jednak bacznie śledzi swoją zdobycz. Kiedy wasze spojrzenia spotykają się, następuje punkt kulminacyjny – zażenowanie. Wtedy jedno chłopak lub dziewczyna odwraca głowę i dość nieudolnie próbuje pokazać tej drugiej osobie, że tak naprawdę pochłonięte jest bez reszty ciekawą dyskusją z koleżanką, bądź sączeniem dawno już wygazowanego piwa.
To gra niezwykle wciągająca. Jest wielokrotnie początkiem flirtu, czasem zapowiada dobrze rokującą znajomość. Chwila rozmowy. On – wydaje się interesujący. Ciekawe zainteresowania, poczucie humoru, a przy tym niebywale skromny. Twierdzi, że w gruncie rzeczy jest nieśmiały. Nie podrywa kobiet, bo czuje respekt. Zawsze czekał na tę prawdziwą miłość, a wcześniej przechodził same niepowodzenia. Nie skarży się, ale my już wiemy – to ten! Oprócz swojej intrygującej osobowości jest bardzo przystojny. Oczy? Pełne ciepła i pożądania. Głos – spokojny i męski. Wyidealizowany obraz? Nie… To dzieje się naprawdę! Sama przyznasz, że takiego dżentelmena kipiącego seksualnością, ale również szacunkiem w stosunku do kobiet, jeszcze nie spotkałaś.
Sytuacja, jak z filmu? Gdzież tam! Zauroczenie zdarza się często. Kiedy wracasz do domu, długo jeszcze nie możesz zapomnieć tego wyjątkowego wieczoru. Idąc ulicą masz przed oczyma jego twarz. Kładąc się spać, widzisz ten uśmiech. Czy to możliwe, że to właśnie ciebie spotkało aż tyle szczęścia? Jedno jest pewne, wpadłaś po uszy! Taki stan ducha nie opuszcza cię jeszcze dość długo. Rano sms-y , po południu spotkania. Potem wszystko układa się, jak zwykle. Zaczynasz przywykać, a królewicz pokazuje rogi…
Kochanie, możesz sprzątnąć swoje skarpetki?
Pewnego dnia, siedząc z przyjaciółką przy kawie uświadamiasz sobie, że coś uległo zmianie, minęło pierwsze zauroczenie. Opowiadasz o swoim związku z Nim bez entuzjazmu. Na pytanie: „Jak wam się układa” odpowiadasz: „Normalnie”. Gdzie się podział wcześniejszy szał? Co z pierwotnym szybkim biciem serca? A motyle? Odleciały? Koniec uniesień, zaczyna się życie. Bukiet kwiatów? To takie prozaiczne. Zastanawiasz się, czyja to wina. Jego? Twoja? Czasu? Tak, z pewnością ta ostatnia wersja jest najbardziej prawdopodobna. Bez sensu obwiniać siebie. Starasz się przecież. Ukochany także. Czas, po prostu zrobił swoje. To właśnie potencjalny wróg.
Zabójca, samobójca – wkradł się w tę ciepłą sielankę i sprowadził wszystko do monotonii.
Powoli zaczynasz postrzegać swojego ulubieńca inaczej. Widzisz, że ubiera bluzę w paski, pomimo że prosiłaś go o to, by nie zakładał jej więcej. Czarne skórzane
buty wywołują u ciebie drgawki, jego powtarzająca się niepunktualność doprowadza cię do furii. Można to zmienić? Jasne, ale
potrzeba dojrzałości, zrozumienia i akceptacji. To ciężka
praca i niewielu na to stać. Jak wiemy miłość cierpliwa jest i tego przede wszystkim powinno się nauczyć. Zadanie, które ćwiczyć powinniśmy każdego dnia. Niektórzy mają z tym ogromny problem, dlatego zwykle bywa tak, że On, zostaje Nim, Ty szukasz czegoś innego, a Happy End zdarza się tylko w filmach…
Tekst wyróżniony przez redakcję