Ciekawe jak zacznę? Czy w ogóle powinnam? A może lepiej było by nie pisać...sama nie wiem, ale dlaczego nie spróbować:)
Początek....Zaczęło się zupełnie banalnie jak na 'dzisiejsze' czasy. Wieczór, choć praktycznie to była już noc, włączony komputer, komunikator i rozmowa z najlepszą przyjaciółką, z którą oprócz całego dnia w szkole, spędzałam czas na popołudniowych plotach i wieczornych rozmowach przez internet. To właśnie tej nocy się poznaliśmy. Napisał, a ja odpowiedziałam, krótka rozmowa?na pewno nie, bo trwała praktycznie do rana. Początkowo były to rozmowy o niczym szczególnym, tak przynajmniej wtedy myślałam. Codziennie włączany komputer by przeczytać parę słów od Niego, wymienić myśli, rzec by można przyjaźń na odległość. Z czasem jednak zaczęłam czuć z nim więź, więź którą i on czuł.
Przygotowania do matury powinny osłabić nasze kontakty, jednak tak się nie stało. Matura z matematyki wypadła w dzień moich urodzin i jakież było moje zdziwienie jak dostałam od Niego kwiaty. Nie, nie wręczył mi ich osobiście, a przez kuriera. To był pierwszy taki gest od Niego. Nie da się ukryć, że wiedział czym zrobi na mnie wrażenie, w końcu chyba nie ma kobiety, która nie lubiłaby kwiatów. Wszystko działo się jak by po kolei, czyli...następne było nasze spotkanie. Spotkanie, które zaowocowało chęcią bycia razem. Cały czas jednak dzieliła nas odległość, odległość, która to wszystko utrudniała. Zdałam na studia, tak się złożyło, że te moje wymarzone wiązały się z zamieszkaniem w akademiku w mieście, bardzo blisko Niego. Tak właśnie zaczął się nasz wiązek. Związek wymarzony, pełen pięknych chwil i planów. Oczywiście zdarzały się też spięcia ale w związki to one są już nieodwracalnie wpisane. I tak dobrnęłam do końca studiów i wtedy...poprosił mnie o rękę. I ?jak to teraz nazwać? Koniec 'spotykania się'?, a może 'początek' bycia naprawdę razem? Ciężko jest to tak jednoznacznie określić. Myślę, że początek, choć z każdym dniem widać również jakieś 'końce'. Tak więc to nasz drugi początek...