Hałaśliwe tabu
W obecnych czasach jesteśmy świadkami swoistego paradoksu. Zewsząd otacza nas seks. Spogląda z wielkiego ekranu, napastuje krzykliwymi sloganami, wdziera się w nasze życie okładkami kolorowych czasopism. Hałaśliwy na zewnątrz, milczący w środku. Czy to ma sens? Jak najbardziej. W wielu polskich rozmowy o seksie to temat zakazany.
Nie wywołuj wilka z lasu
Życie z pewnością byłoby prostsze, gdyby o sprawach erotyki i seksu mówiło się wprost. Niestety, pomimo XXI wieku, w którym tkwimy po uszy, najpopularniejszym sposobem rozmawiania o seksie jest metoda „do celu przez ogródek" (Czy nie łatwiej byłoby po prostu bez ogródek?). Słowo „seks" zastępujemy wyrażeniami „ten temat" lub „te sprawy", utwierdzając siebie i innych w przekonaniu, że seks, to coś zakazanego. Czyżbyśmy bali się, aby przypadkiem nie wywołać wilka z lasu? Wiele wieków temu, nasi przodkowie świadomie nie posługiwali się imionami niektórych zwierząt. Wierzono, że wypowiedzenie ich głośno, przywoła to, czego się obawiano (np. niedźwiedzie i wilki). Dzisiaj, jako homo sapiens, świetnie zdajemy sobie sprawę z tego, czego lękać się nie musimy. Dlaczego więc, seks nadal otacza szczelna kotara milczenia?
Bez barier
Łącząc się w pary i budując wspólną prywatność, nie bójmy się otwarcie dyskutować o seksie. Łechtaczka, to zwyczajnie łechtaczka, a penis nie jest niczym innym, jak tylko i wyłącznie penisem. Natomiast, często zdarza się, że nawet małżeństwa z 20 letnim stażem nie znają słownictwa potrzebnego do poruszania tejże tematyki. Co za tym idzie, jak opowiedzieć partnerowi o swoich pragnieniach, skoro nie jesteśmy w stanie dokładnie sprecyzować, czego tak naprawdę chcemy? To błędne koło. Dlatego, należy pamiętać, że jedną z najważniejszych barier, jakie należy przełamać, kiedy dwoje ludzi zaczynają łączyć coraz bliższe więzi jest tajemniczość otaczająca tematykę erotyki i seksu.