Mniej znaczy więcej...
Pierwsze spotkanie z wyśnionym mężczyzną, czasem bywa gorsze niż matura, czy egzamin na prawo jazdy. Jeśli rzeczywiście poważnie traktujemy faceta, pierwsza randka z nim, z pewnością przysporzy nam sporej dawki adrenaliny.
Przede wszystkim, musimy pamiętać o tym, że godziny spędzone w butikach, w poszukiwaniu nowego topu, czy butów na obcasie, tuż przed kolacją, w żadnym wypadku nie zagwarantują nam sukcesu. Mówi się powszechnie, że mężczyźni to wzrokowcy, ale przecież żaden przyzwoity przystojniak nie skupi się tylko i wyłącznie na naszym stroju! To mit i bujda na całej linii! Może niektóre z was to zaskoczy, ale są jeszcze wśród nas inteligenci, którzy surowej ocenie poddadzą nie tylko figurę kobiety, ale zwrócą przede wszystkim uwagę na jej osobowość!
Niczym rentgen prześwietlą duszę i nic nie umknie ich uwadze. Są przebiegli, więc będą prowokować, podpytywać i zachęcać do zwierzeń tak długo, aż ulegniemy, a w naszym przypadku to akurat nietrudne. Z natury gadatliwe, prędko rozsupłamy języki i wydamy na świat najbardziej osobiste i krępujące nas sekrety. Myśląc, że w ten sposób - poprzez szczerość właśnie - zdobędziemy sobie ich sympatię. Jesteśmy w ogromnym błędzie! Po czasie wszystkie te informacje zostaną przefiltrowane przez męski umysł, przedyskutowane przez gros jego znajomych i koniec końców, sprofanowane i najpewniej jednogłośnie uznane za infantylne, deprawujące, bądź niesmaczne... Od tej chwili jesteśmy zdyskwalifikowane i nie pozostaje nam nic innego jak odejść z honorem i w przyszłości jak najczęściej trzymać język za zębami. Wszak, nie od dziś wiadomo, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem.
Jestem jaka jestem!
To smutne, ale poznając kogoś nowego, często zapominamy o tym, kim naprawdę jesteśmy i usilnie staramy się być kimś zupełnie innym. Wybranek szaleje na punkcie Paris Hilton, więc jesteśmy święcie przekonane, że w momencie, gdy choć trochę się do niej upodobnimy, rzuci się na kolana i oszaleje z miłości do nas. Nic bardziej mylnego! Co innego bowiem znaczy ich fascynacja gwiazdą telewizyjna, co innego uczucie do którejś z nas. Facet może płonąć i tracić zmysły na widok ociekającej seksem Hiltonówny, ale to nie znaczy wcale, że chciałby posiadać jej kopię w swoim domu!
Pariski, Britney'ki i Shakiry pozostają pragnieniem i przedmiotem pożądania do momentu, gdy są na wizji. W prawdziwym życiu - są nikim, dlatego niech nigdy nie będą dla żadnej z nas inspiracją. Najważniejsze, bowiem to zawsze i wszędzie być sobą. Każdy prawdziwy mężczyzna bez wątpienia to doceni.
Nie drażnij lwa!
Pierwsze randki są niczym okres próbny, czy jazda kontrolna. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta, lustrują w tym czasie drugą połówkę. Sprawdzają jej zachowania w różnych sytuacjach, wystawiają ją na próby, podpytują o miliony spraw. To jak najbardziej naturalny, a jednocześnie jednak bardzo ryzykowny odruch. Nieposkromiona ciekawość może w tym wypadku zakończyć nasze miłosne podboje. Musimy uważać, gdyż wszelkie eksperymenty emocjonalne bazujące chociażby na haśle przewodnim: A co byś zrobił gdyby?, niejednego przystojniaka doprowadziły już do szewskiej pasji. Cierpliwość nie jest najmocniejszą stroną płci przeciwnej, stąd nasz psychotest działa na nich przeważnie, niczym płachta na byka... Miejmy to na względzie.
Nie dokazuj miła, nie dokazuj...
Studiujemy, pracujemy, mamy swoje pasje i wydaje się nam, że mężczyzna doceni nasze starania. Samodzielne, pewne siebie i z planem na przyszłość - coraz częściej takie jesteśmy. Maskulinizacja pewnych czynności wydaje się nam być naturalną koleją rzeczy, ale dla nich to rzucenie rękawicy i wyraźny dowód na to, że wkroczyłyśmy na ich terytorium. Patriarchat pobrzmiewa w ich głowach i nie sposób z tym walczyć. Faceci boją się konkurencji i każda kobieta u ich boku, która rości zbyt wiele praw, jest rzucana na łopatki. Zatem miejmy swoje pasje i marzenia, ale na pierwszym etapie znajomości, nie afiszujmy się z nimi. Konspiracja w tym wypadku jest lepsza niż rywalizacja.
Nie ma miłości bez zazdrości
Oficjalnie nie jesteście jeszcze parą, więc, choć kusi ogromnie, nie wypada go kontrolować. To męczące i wymaga sporego samozaparcia, ale jeśli facetowi zależy, raz dwa się opamięta i na rzecz spotkań z nami, zrezygnuje z części swoich rozrywek. Ograniczy w pewnym stopniu liczbę wizyt u kumpli i wyjść do pubu. Nie chodzi, rzecz jasna, o to by wyrzekł się ich, całkowicie! Wspaniale przecież, kiedy ma swoją paczkę, z którą dobrze się bawi, mniej wspaniale, gdy Tobie nigdy nie będzie dane jej poznać. Wtedy masz prawo się już martwić - myśleć, że może nie jesteś dla niego wystarczająco dobra, atrakcyjna, czy interesująca. Odtąd intymna przestrzeń jego sypialni nie będzie już dla ciebie bezpiecznym azylem, w którym będziesz rozkoszować się jego obecnością, a kryjówką przed resztą świata, z której wyjść możesz tylko wówczas, gdy w pobliżu nie ma prawdziwego przyjaciela, czy atrakcyjnej koleżanki. Jeśli czujesz, że on nie chce byś dołączyła do grona jego znajomych, przemyśl dwa razy, czy warto się w to nadal angażować.
Jak dwie krople wody
Macie masę tematów do rozmowy, słuchacie tej samej muzyki i interesują was te same filmy, a Ty myślisz, że to wspaniałe? Zapomnij! Im więcej podobieństw między wami, tym większe jego niezadowolenie. Będąc kimś takim jak on, okradasz go z własnej osobowości, a on chce być jedyny i niepowtarzalny. To, dlatego nie możesz wiedzieć więcej na tematy, które go interesują, posiadać płyty jego ulubionego zespołu, gdy on nie może jej zdobyć, bo najpewniej odbierze to, jako złośliwą zagrywkę. W jego przekonaniu, wyłącznie on może być kimś wyjątkowym i nikt nie może mu tego odebrać, a już na pewno nie Ty, kobieto, puchu marny... Taka męska natura.
Kiedy powie sobie dość!
Sylwestra zaplanował w gronie znajomych, do kina poszedł z koleżanką, a w piątkowy wieczór lepił bałwana z młodszym bratem? To wyraźne symptomy, że facet zrezygnował z partnerstwa. Poddał się, gdy dostrzegł pierwsze przeszkody. Zapomniał, że kocha się nie za coś, a mimo czegoś. Chciał łatwego i przyjemnego związku, który oparty jest na obustronnej swobodzie i niezależności, a przyszło mu zmagać się z kimś równym sobie. Posiadł sztukę ars amandi, ale nie posiadł jeszcze sztuki kompromisu. Pytacie - co dalej? Przede wszystkim nie mieć do niego żalu, bo takie zachowania wpisane są w paradygmat bycia mężczyzną. A jeśli starczy sił, zapomnieć i dostrzec w nim przyjaciela...
Tekst wyróżniony przez redakcję