Jakiś czas temu, jeden znajomy pan z żarem w głosie i przekonaniem w sercu, zapewniał mnie solennie, że wszyscy mężczyźni muszą zdradzać. Taki przymus organiczny w nich tkwi i kwili, jeśli nie prowadzą poligamicznego życia. Wysłuchałam go nawet uważnie, pokiwałam głową i pomyślałam, że dla własnych słabostek można stworzyć każdą teorię. Nawet najbardziej nieprawdopodobną. I może bym nawet przestała się nad tą kwestia zastanawiać, dla dobra mojego własnego pożycia małżeńskiego (bo bezpodstawnie zazdrosna kobieta potrafi rozbić własne nawet najbardziej dobrane stadło), ale nagle trafiłam na opisy badań nad genem zdrady.
Geny niewierności odpowiedzialne za zdrady?
Tim Spector, od 1992 r. prowadzący analizy w Ośrodku Badań nad Bliźniętami przy St. Thomas' Hospital w Londynie próbował odpowiedzieć na pytanie, czy z uwagi na swe szczególne wyposażenie genetyczne niektórzy ludzie są bardziej skłonni do zdrad i erotycznych przygód. Po owych badaniach doszedł do wniosku, że istnieją dowody, iż skłonność do seksualnych eskapad jest uwarunkowana genetycznie. Jak się zdaje, nie istnieje wszakże jeden gen niewierności, lecz cały zestaw genów. Badania takie również przeprowadzili szwedzcy naukowcy, którzy doszli do wniosku, że niechęć do ślubu i częste zmiany partnerek niektórzy mężczyźni mają zapisaną w genach.
A mnie się od zawsze wydawało, że zdrada i niewierność są oznaka słabości charakteru i słabej woli. Przecież niejednokrotnie każdy z nas stykał się z taką sytuacją, że miał w zasięgu ręki smakołyk, którego nie mógł legalnie zdobyć, a tylko jakiś mały odsetek przeraźliwych łasuchów, żarłoków lub głodomorów posunął się do jakiegoś niecnego czynu, żeby zaspokoić swój apetyt. A tu naukowcy mówią, że folgowanie bez pamięci erotycznym zachciankom jest zgodne z genetycznymi uwarunkowaniami niektórych osobników. Czyli zdrada jest po prostu chorobą genetyczną? Już wcześniej skandynawscy uczeni udowadniali, że każdy przestępca musi być osobą chorą, bo zdrowy człowiek jest w stanie w sposób naturalny przestrzegać norm moralnych i prawnych...
Skłonność udokumentowana
Nie jest to złe odkrycie. Teraz tylko przed ślubem powinny odbywać się przymusowe badania genetyczne. Razem z aktem urodzenia i dowodem osobistym należałoby dostarczyć do Urzędu Stanu Cywilnego rezultat badań genetycznych obojga zainteresowanych. Narzeczeni odbierają wyniki i już widać, kto ma skłonności do zdrady, a kto nie. I w sposób świadomy można wtedy podjąć decyzję, czy chce się człowiek wiązać z potencjalnym zdrajcą przysięgi małżeńskiej. No i nie można byłoby już wtedy pisać w pozwie rozwodowym zdrady jako przyczyny rozpadu małżeństwa. Bo przecież wiedziały gały co brały, badania były zrobione i lekarz potwierdził chorobę genetyczną.
Zabawy z genami
To jest bardzo optymistyczna wiadomość. Może niedługo odkryją gen kłamstwa? Wtedy przed wyborami można byłoby zlecić badanie kandydatów na polityków. I od razu wiadomo, kto będzie szczery, a dla kogo to fizjologicznie niemożliwe. Albo odkrycie genu łapówkarstwa? Czysty zysk dla urzędów państwowych i administracji. I jak nożem uciął skończyły by się wszelkie afery korupcyjne.
Byle tylko nie odkrywali genu głupoty. To byłaby tragedia. Zwłaszcza dla nauki.
Tekst wyróżniony przez redakcję