- Dorota, czekałam na ciebie całe popołudnie! Co się dzieje? - zawarczałam wchodząc od razu do kuchni.
- Oj Klaudia, nie mogłam przyjść. Nie miałam głowy nawet, żeby do ciebie zadzwonić - Dorota przydreptała za mną - Znasz Kaśkę, prawda?
Tak, znałam Kaśkę. Młodą i inteligentną bizneswoman, która wyglądała jak z fotografii gazety bankowej. Wyglądała, bo dzisiaj przy stole Kaśka siedziała jak kupka nieszczęścia. Bez makijażu,
włosy w nieładzie, ubrana byle jak, że o samopoczuciu nie wspomnę.
- O matko, Kaśka co się stało? - wymknęło mi się mało taktownie.
Dorota gorliwie zajęła się ekspresem do kawy nie mając najmniejszego zamiaru wyciągać mnie z tej niezręcznej sytuacji.
- Darek, mój mąż, odszedł ode mnie do innej kobiety. Wyobraź sobie, że zaczął mnie zdradzać już parę miesięcy po ślubie. Ta farsa trwała przez dwa lata. Najgorsze jednak jest to, że nawet sąsiedzi w kamienicy wiedzieli o tym romansie i pewnie mieli ze mnie niezły ubaw.
- Zazwyczaj tak jest, że zdradzany dowiaduje się ostatni niestety... I co zamierzasz teraz zrobić? Bo mniemam, że z nim już nie mieszkasz... .
- Nie. Przeprowadziłam się do kawalerki siostry, która jest w Anglii. Z pracy też musiałam zrezygnować.
- Dlaczego? - zapytałam szczerze zdziwiona - Dlaczego rzuciłaś pracę?
- Pracowałam w firmie Darka.
- No tak... Ale masz przynajmniej rozwiniętą karierę zawodową, co się bardzo liczy na rynku pracy.
- Teoretycznie. Bo praktycznie to Darek mnie awansował na wyższe szczeble. Także nie sądzę, żebym się mogła pochwalić jakimiś wielkimi umiejętnościami.
- Kaśka, co ty gadasz? - Dorocie z wrażenia wypadł z rąk papierowy wkład do ekspresu.
- No właśnie? Chcesz nam wmówić, że parzyłaś mężowi kawę i dlatego byłaś szefem działu reklamy?
- Mniej więcej.
- Nie wierzę, że ty to mówisz. Kaśka, przecież jesteś inteligentną, zdolną dziewczyną a nie marionetką u boku swojego męża!
- Wierzysz, czy nie wierzysz - takie są fakty.
- Dobra. Powiedz mi w takim razie, co zamierzasz teraz robić? - Dorota była już tak poirytowana, że usiadła z tym nieszczęsnym papierowym lejkiem w ręce naprzeciwko Kaśki.
- Przede wszystkim nie odpuszczę Darkowi.
- A bardziej konkretnie?
- Nie wiem. Ogólnie mówiąc nie pozwolę mu spokojnie żyć.
- Ale po co? - włączyłam się do rozmowy - Widzisz, człowiek kierowany złością, żalem i goryczą ma ochotę zemścić się na niewiernym partnerze, jak to mówią, pięknym za nadobne. Jest to naturalny mechanizm obronny zdradzonego małżonka. Jednak ta faza nie powinna trwać zbyt długo, ponieważ zemsta jako taka jest tylko drogą na skróty do podniesienia okaleczonej samooceny.
Spróbuj spojrzeć na to z innej strony. Porzuć klasykę i
małżeńską porażkę obróć w życiowy
sukces. Tak, tak. Nie przesłyszało ci się. Chodzi o działania, które przede wszystkim sprawią, że przeskoczysz samą siebie i udowodnisz sobie, że
jesteś silna. Taka zemsta nikogo nie skrzywdzi, a byłego partnera skłoni do gorzkiej refleksji, iż dasz sobie świetnie sama radę finansowo i nie jesteś taka beznadziejna. Udowodnisz, że po rozstaniu świat wcale się tobie nie zawalił.
Taka postawa sprawi, że odkryjesz siebie w innym wymiarze, dużo bardziej atrakcyjnym. Twoje poczucie wartości wzrośnie, a wysoka samoocena wzbudzi szacunek do samego siebie, a to emanuje na zewnątrz. I być może nawet stanie się tak, że twój były partner uchwyci to coś, co nie było czytelne przedtem, że doceni to, czego ty nie miałaś czasu albo szans wyeksponować. I kto wie, może w ten sposób nastąpi renesans waszego uczucia...
Tekst wyróżniony przez redakcję