Zdrada to cios, którego nie oczekujesz.
Paulo Coelho
Pewnie nie tylko ja mam różne, dziwne myśli, które niekoniecznie same ulęgły się w mojej głowie. Dlaczego boję się, że mój
mężczyzna mnie zostawi? Dlaczego od czasu do czasu pojawia się w mojej głowie pytanie,
czy on mnie nie zdradza? Jestem przekonana, że wiele szczęśliwych żon, tak jak i ja, boi się na wyrost. Powody są proste.
Po pierwsze - prasa, radio i telewizja. Dookoła wciąż pełno informacji o tym, kto kogo zdradził. Wielokrotnie pojawiają się różne nazwiska w różnej konfiguracji. W co drugim filmie mężczyzna prowadzi podwójne życie, ma kochankę, chwilową przygodę, lub pojawia się nieślubne dziecko. A to powoduje, że jasne i klarowne przed laty wartości stają się rozmydlone. Młody człowiek stając na ślubnym kobiercu ma gdzieś w zakamarkach głowy myśl, jak się nie uda, to zawsze mogę się rozwieść. Wyjście awaryjne na zawołanie, kiedy tylko pojawią się pierwsze kłopoty. A życie, niestety, składa się głównie z kłopotów, dlatego pojawiają się sprawy rozwodowe po 3 miesiącach od dnia ślubu.
Po drugie - życzliwe krewne, koleżanki i znajome. Nie ma chyba nic bardziej zapadającego w pamięć, niż mimochodem rzucona uwaga, że każdy mężczyzna ma gen zdrady. Wszyscy wiedzą, że mężczyźni nie są stworzeni do monogamii. Albo komentarz dobrej cioci, która po zlustrowaniu naszego ukochanego od stóp do głów, szepnie do ucha: "Kochana, ty go pilnuj, bo ci go jeszcze jakaś młodsza odbije". A potem przyglądamy się temu naszemu mężczyźnie podejrzliwie i z uwagą czekamy na objawienie jego drugiej natury. W moim wypadku pojawia się jeszcze jedno magiczne zdanie: „Uważaj, bo on cię na pewno dla jakiejś pełnosprawnej zostawi". A proszę mi wierzyć, potencjalnych, pełnosprawnych rywalek jest więcej niż młodszych.
Po trzecie - instytucja małżeństwa. Kiedyś była to instytucja. Rozbijanie świętego związku było potępiane społecznie. Dawało to poczucie bezpieczeństwa. Taka świadomość, że jeśli mąż zdobędzie się na wybryk niszczący nasze
małżeństwo, opinia społeczna stanie po naszej stronie. A teraz? Rozwiódł się, bo nie umiała go przy sobie zatrzymać. Nie dość, że kobieta traci męża, stabilizację, oparcie, uczucie to jeszcze bardzo często opuszczają ją znajomi, staje się tematem kpin. Uwag, typu: "Tego kwiatu jest pół światu, to znalazł sobie barwniejszy i świeższy kwiatuszek. Tylko pozazdrościć. A ona
mogłaby się za siebie wziąć..."
Czy rację ma Tennessee Williams twierdząc, że:
Nie powinniśmy ufać sobie wzajemnie. To nasza jedyna obrona przed zdradą?
Zadaję sobie to pytanie i sama nie wiem... Tak, boje się po cichu o mojego małżonka, który z uśmiechem na ustach cmoka mnie na dzień dobry i na do widzenia. Który patrzy na mnie z nie mniejszym podziwem niż w dzień ślubu. Podejrzewam go, po cichu, o skłonności do zdrady. A potem głośno zadaję podchwytliwe pytania, które mają sprowokować mojego Supermęża do wyznań, których wcale nie chcę usłyszeć. W dodatku, ten biedny, szykanowany małżonek nie ma mi czego wyznawać. Moja świadomość podpowiada mi, że męczę niepotrzebnie i siebie i jego, ale jest to silniejsze ode mnie. Mężuś patrzy na mnie swoimi czekoladowymi oczami pełnymi zdumienia i stara się odpowiadać na najbardziej absurdalne pytania ze stoickim spokojem.
Ale od dziś postanawiam: koniec z zamartwianiem. Co ma być, to będzie. Przecież wybrałam dobrego człowieka na męża. Więc chyba mogę zaufać sobie i jemu ? Czego wszystkim czytelniczkom z całego serca życzę.
Tekst wyróżniony przez redakcję