Delikatna, piękna, bogata... Modliszka?
W XXI wieku role się odwróciły. Kobiety z powodzeniem łamią delikatne męskie serca. Niezależne, piękne i bogate. Coraz częściej zajmują wysokie, prestiżowe stanowiska. Kobiety czy modliszki? Ich droga do ołtarza jest niepokojąco długa. Przypomina nietypową podróż przedślubną, która rozpoczęta około osiemnastego roku życia kończy się dopiero blisko trzydziestki. Nowoczesna dama nigdy nie odkrywa ostatniej karty. Przeskakując z kwiatka na kwiatek, nieustannie powiększa i tak długą już listę... ofiar. Gdzie wyznaczona jest meta w tych damsko - męskich rozgrywkach?
Przyjemność dla obojga graczy...
Nowoczesne kobiety mają coraz większą świadomość swej niezależności. Dziś mało która z pań opuszcza wstydliwie oczy na słowo „seks". Erotyka jest czymś naturalnym. Tak jak i to, że przyjemność należy się obojgu graczom. Czytamy poradniki, by poznać swoje ciało w teorii. Wraz ze zmianą pościeli, wymieniamy kochanków, aby sprawdzić ich umiejętności w praktyce. Dlaczego? By ostatecznie zdecydować się na to, co najbardziej nam odpowiada. Nie jest tajemnicą, że wiele kobiet zanim wypowie sakramentalne „Tak" ma na swoim koncie nawet pięciu (i więcej) partnerów seksualnych. Mit o „dopasowanych, jak dwie połówki jabłka" dawno już zmienił znaczenie. Teraz jedność to wspólnota umysłów, uczuć, a przede wszystkim ciał.
Cel? Droga donikąd?
Seks jest ważny. No dobrze, może nie najważniejszy, ale z pewnością odgrywa zasadniczą rolę w związku kobiety i mężczyzny. Ponadto, pomiędzy kochankami musi iskrzyć. Jeżeli tak nie będzie, nudą może powiać także w innych, pozałóżkowych sferach życia. Partner powinien być naszą fascynacją, tajemniczą wyspą. Do końca nieodkrytym drugim brzegiem. Wie o tym gros młodych kobiet, które niczym Robinson Crusoe w spódnicy, prowadzą życie nieustannych poszukiwaczek. Cel? Skarb cenniejszy niż złoto: mężczyzna idealny. Czy to nie złudna nadinterpretacja, czy taki na pewno istnieje?
„Na główkę" w świat cielesnej miłości
Ryzyko? Obecne jak zawsze. Kiedyś, za czasów naszych babć i mam, seks był tematem zakazanym. Owiany tajemnicą jeszcze bardziej kusił swą niedostępnością. Droga, która do niego prowadziła często była bardzo długa. Wiła się poprzez spłoszone spojrzenia i subtelne, pierwsze pocałunki, aż do odważniejszych pieszczot całego ciała. Dziś seks to wielokrotnie jedynie środek do celu - substytut całego produktu, jaki chciałybyśmy osiągnąć. Bez strachu przed mielizną wskakujemy „na główkę" w świat cielesnej miłości. W tym świetle, czekanie na seks aż do „po ślubie" to trącąca myszką, przestarzała bujda.
Niegdyś do swego łóżka zapraszałyśmy tylko „Tego Jedynego". Świat przyspieszył i droga do ołtarza nie jest już spokojną, mało uczęszczaną dróżką. To autostrada, która biegnie przez wiele różnych sypialni, aby w końcu zatrzymać się przed ostatnimi z drzwi. Czy ta gra aby na pewno warta jest świeczki?
Tekst wyróżniony przez redakcję