Mój mąż ma dziecko. Nie żebym o tym nie wiedziała. Wiem od początku. Wyszło przypadkiem już na pierwszej randce. Pomna poprzedniego nieudanego związku z dzieciatym rozwodnikiem, zapytałam mojego potencjalnego chłopaka, pół żartem pół serio (bardziej żartem).
- A Ty przypadkiem nie masz żony, dzieci? - zmrużyłam oczy w zalotnym spojrzeniu.
- Żony nie... - wycedził, spuszczając wzrok na szklankę z piwem. Czekałam dłuższą chwilę z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Z każdą sekundą ciszy moje brwi wyciągały się ku górze w nienaturalny łuk aż niewinny uśmiech zupełnie ustąpił miejsca grymasowi zdziwienia i niedowierzania.
- Nie wiedziałem jak podnieść ten temat więc dobrze, że tak samoistnie wyszło. - dodał spoglądając to na mnie to na szklankę. Zmarszczki malujące się na jego czole zdradzały, że nie był do końca przygotowany na własną szczerość. - Moj syn ma dwa lata.
- Hymmm - mruknęłam zbierając myśli. Również nie przerobiłam tej kwestii odgrywając przed randką scenariusz spotkania. "Szczerość za szczerość" podjęłam decyzję.
- Dopiero co obiecałam sobie, że nigdy więcej... - odpowiedziałam spokojnie. Mój potencjalny niedoszły chłopak posmutniał. Taktownie starał się przenieść rozmowę na inne tory jednak moje wciąż lekko uniesione brwi utrudniały przejście nad tą nowiną do porządku dziennego. Pociągnęłam długi łyk piwa, potem drugi i trzeci. Nie zmieniło to jednak faktu, że Randka przestała być już tak atrakcyjnym materiałem na męża.
Dokończyliśmy piwo. Miło acz dobitnie dałam Randce do zrozumienia, że pora się zbierać. Nie protestował choć zdawał się być niepocieszony. Odprowadziłam go do przedpokoju gdzie nałożył buty ( wyjątkowo powoli) i stanął przy drzwiach gotowy do wyjścia. Było mi trochę żal. Zdążył zdobyć moją sympatię podczas długiego wspólnego spaceru. "Pal licho jeśli ta znajomość nie ma potencjału na małżeństwo to choć miło zakończymy wieczór”. Przywarłam do jego dużych i jędrnych ust.... To nie był zwykły pocałunek, to połączenie chmary motylków z fonatnną fajerwerków. Przyjemne fale ciepła przeszywające całe ciało i ta obezwładniająca błogość sprawiły, że już nie mogłam się odkleić.
Od 4 miesięcy jesteśmy małżeństwem. Jak życie pokazuje - przeszłość, bagaż, czy dzieci partnera nie są żadną przeszkodą gdy chodzi o prawdziwą miłość! ;)
Więcej na:
http://odmiennosc-mysli.bloog.pl/