Czas płynie, pory roku mijają a ja wciąż z tym samym piegowatym mężem ;) Nie żeby mnie to smuciło - bynajmniej! Zwyczajnie po latach emocjonalnych wichrów, które rzucały mnie w co i rusz nowe ramiona taka stałość wciąż wydaje się zagadką. A to już dwa lata razem i ponad pół roku po ślubie i nic nie wskazuje na to aby w najbliższej (a nawet dalszej) przyszłości coś w tym względzie miało się zmienić. Wręcz przeciwnie, pojawiło się dodatkowe spoiwo, które sprawia, że bycie razem zyskuje nowy sens.
Widzę już Wasze uniesione brwi i niedowierzające uśmiechy. Dopiero co leczyłam potłuczone serce po kolejnym nieudanym romansie a teraz nie dość że żona to jeszcze matka! A co! :) Różne sprawdziany w życiu przechodziłam teraz przyjdzie się zmierzyć z rolą rodzica. Zawsze wiedziałam, że będę miała rodzinę, nawet w najczarniejszej rozpaczy gdy stan singielstwa przedłużał się niemiłosiernie, wierzyłam, że to tylko kwestia czasu.
Za moim oknem zielonożółte liście brzozy mienią się w jesiennym słońcu, z głośników płynie bossanova a ja jestem wdzięczna za wszystkie miłosne porażki po drodze. Gdyby nie one może nie siedziałabym tu teraz z okrągłym brzuchem szczęśliwa, że ojcem mojego dziecka będzie nikt inny tylko właśnie Piegus.