W ciągu wieków wielokrotnie zmieniały się ustalone „idealne" wymiary młodych dam - i to bynajmniej nie dotyczy wyłącznie wagi, ale i również proporcji ciała. Naukowcy (jestem nieustająco pod wrażeniem, badaniem jakich problemów zajmują się naukowe autorytety) przeanalizowali obrazy, rzeźby i opisy pań z poszczególnych epok. I ustalili, iż:
- • Starożytna Rzymianka budziła powszechny podziw ważąc 64 kilogramy, i mieć całkiem klasyczną sylwetkę klepsydry z wymiarami 91-70-91.
- • W średniowieczu zaczęto z upodobaniem stosować ascezę, dlatego preferowano smukłe kształty tak w architekturze, modzie, jak i urodzie. Urocza niewiasta ważyła mniej niż 45 kg, przy obwodzie biustu - 79 cm, talii - 62 cm, bioder - 87 cm.
- • Kiedy nadszedł wiek XVI zmieniły się pożądane kształty - wszędzie co nieco dodano. I tak panna dążąca do perfekcji powinna szczycić się 88 centymetrami w biuście, 67 w talii i 89 w biodrach to i waga wzrosła do 58 kilogramów.
- • Kolejne lata stały się okresem triumfu ciała nad duchem. XVII wiek, to okres krągłości, przepychu, a nawet wręcz przesady. Waga pań wzrosła do 72 kilogramów. I tu warto wtrącić uwagę, że przez te wszystkie stulecia panie były niższe niż obecnie. Zresztą jeszcze na początku XX stulecia kobieta mierząca metr 70 uważana była za bardzo wysoką. Dlatego podawane kilogramy warto obsadzać na szkielecie ok. 155, żeby w wyobraźni zobaczyć jak wyglądała modelowa sylwetka. Wracając do XVII wieku, obwód biustu wynosił 98 cm, talii - 72 cm, bioder - 110 cm. A do tego szerokie usztywnione halki i gorsety eksponujące biust. Było na co popatrzeć.
- • Następny wiek XVIII kazał paniom zrzucić wagę do 60 kg. A reszta nie była już specjalnie istotna, gdyż gorset z fiszbinami, który mocno zwężał talie, ściągał łopatki i wypychał do góry biust oraz rogówka- czyli suknia- stelaż, która nadawała sukni kształty kopuły o średnicy do 3,5 metra, lub elipsy od szerokości 3 m. - ukrywały skutecznie prawdziwy wygląd sylwetki damskiej. Można jedynie stwierdzić, iż ideał urody tego okresu stanowiła kobieta delikatna, krucha, mlecznej cerze.
- • W XIX wieku zaczęto jeszcze bardziej zniekształcać naturalne kształty figury kobiecej. Na początku, po szaleństwach wcześniejszych dziesięcioleci, Spódnice i suknie były proste, smukłe, więc prawie nie noszono do nich halek. Skromność na długo jednak nie zagościła, bo już w latach 30. XIX wieku kobiety zaczęły nosić halki z obręczami zrobionymi z fiszbinów lub otoczone trzciną. A potem zaczęły się istne wariacje. Figurę poszerzano o znaczne dodatki z tyłu, to z boków, pojawiła się tiurniura nadająca sylwetce modną linię S. Jedno było niezmienne - wąska nad wyraz talia osy, która nie powinna przekraczać 45 centymetrów. Żadna z dam nie osiągała takiego wyniku odchudzaniem. Wręcz przeciwnie - osóbki poniżej 65 kilogramów uważane były za zbyt chude i kanciaste. Zresztą ciężko by im było mieć jednocześnie wymagane 92 centymetry w biuście i 98 w biodrach. Wiotkość w pasie zawdzięczały tak mocnemu sznurowaniu gorsetów, iż często mdlały i wiecznie były zmęczone.
- • Co się działo w XX stuleciu mniej więcej wszyscy wiemy . gdyby postawić obok siebie panienkę z okresu XX lecia międzywojennego, hipiskę z lat 70 i modnisię końca lat 80 - wyglądałyby jakby zostały wyjęte z różnych światów i to nie tylko ze względu na strój.
Jaki z tego wniosek? Waga w ocenie sylwetki to nie wszystko. A nawet można powiedzieć ułamek. Istnieją jakieś ogólne preferencje szerzone przez kręgi związane z modą, które karzą podziwiać taką czy inną symetrię w kształtach. Ale przecież po za chęciami pań, by wyglądać zgodnie z marzeniami, są pewne cechy naturalne, z którymi nie da się walczyć.
Piękna sylwetka to nie jedynie figura w kształcie klepsydry z odpowiednią wagą ciała. To całość, na którą składa się odpowiednio do posiadanej figury strój (maskujący braki a uwydatniający zalety oraz w odpowiedniej gamie kolorystycznej pasujący do karnacji i włosów), gracja (czyli umiejętność ładnego poruszania się, chodzenia, siadania itd.), elegancja w zachowaniu i słowie. I coś, co staromodnie nazywane było żywością spojrzenia (nikt nie lubi rozmawiać ze znudzoną martwą maską, która tkwi na twarzy pod makijażem, niczym pod barwami wojennymi). Jest całe mnóstwo rzeczy składających się na urodę.
Zanim zaczniesz kolejną dietę odchudzającą, zastanów się, czy warto. Może zdarzyć się, ze biust, z którego teraz jesteś bardzo dumna, straci na wyglądzie, gdy ubędzie Ci kilogramów. Może warto zamiast diety zapisać się na taniec brzucha, żeby ciało nabrało jędrności, a ruchy wdzięku i sprężystości. Może zamiast trudzić się, by stracić kilka centymetrów w biodrach, kup sobie spódnicę, której krój zamaskuje tę niedoskonałość, a energię poświęć na ćwiczenie eleganckiego chodu w butach na obcasie. Kobieta, która potrafi lekko i z gracją chodzić w szpilkach zwraca na siebie zachwycone spojrzenia męskie. Podobnie zresztą, jak brzoskwiniowa cera zadbanych policzków bywa bardziej pociągająca od wystających nadmiernie kości policzkowych szarej z niedożywienia twarzy.
Idealna sylwetka to mit. Ale na szczęście przekonanie, że "to jest ładne, co się komu podoba" jest najważniejszą z prawd. I z tego względu warto sie cieszyć tym, co mamy, bo na pewno sa amatorzy akurat naszych wdzięków.
Proponuję, żeby przy kolejnej sesji przed lustrem, skupić się wyłącznie na swoich zaletach, atutach. Zacząć je wszystkie pielęgnować i uwydatniać, a płeć przeciwna na pewno zauważy wyeksponowane uroki zarówno figury jak i szeroko pojętej osobowości. Zawsze milej jest rozmawiać z błyskotliwą osobą niż jedynie przyglądać się ładnej. A tak dużo pań skrywa swoją błyskotliwość pod przykrywką prawdziwych lub wydumanych niedoskonałości sylwetki. Czas się odkryć.
I nauczyć śmiać - z kanonów mody, z diet i z własnych wad. Uśmiechnięta twarz jest piękna, od śmiechu jędrnieją mięśnie brzucha, nieokiełznana radość spala kalorie i przyciąga do nas ludzi - bez względu na kilogramy, centymetry i proporcje. A my mamy szczęście, że żyjemy w czasach, które pozwalają młodym damom na okazywanie radości i śmiech do bólu brzucha.