Wiele młodych kobiet uważa, że zawsze może być lepszy moment na ciążę. I robią rzeczy, które są dla nich bardzo ważne: uczą się, pracują, podróżują, dbają o siebie, zarabiają pieniądze, szaleją ze znajomymi w klubach. Podobnie myślą ich mężowie.
Niestety my też zaliczaliśmy się do tego grona... Początkowo życie we dwójkę było spełnieniem naszych marzeń. Niezależni, lubiący swoje życie zawodowe i prywatne, wypoczywający z grupą dobrych przyjaciół nie myśleliśmy o potomstwie.
Jednak jak to w życiu bywa znajomi zaczynali się stopniowo wykruszać z towarzyskich spotkań, a my coraz częściej, zamiast w klubach, bywaliśmy na chrzcinach, roczkach i innych kinderbalach. Świetnie odnajdywaliśmy się w roli „ciotuchny” i „wujcia” i sami też powoli dojrzewaliśmy do podjęcia decyzji o dziecku.
Zrozumieliśmy, że tej ważnej decyzji nie można przeciągać w nieskończoność. I gdy w końcu została ostatecznie podjęta, jak grom z jasnego nieba, spadło na nas rozczarowanie. Chcieć w naszym przypadku nie równało się móc...
Rozpoczęliśmy długą i bardzo trudną walkę o posiadanie ukochanego maleństwa, tysiące badań i tysiące złotych pochłonęło poszukiwanie cienia nadziei, że będziemy rodzicami. Z biologicznego punktu widzenia byliśmy zdrowi, jednak upragnionych dwóch kresek na teście nie wypatrzyliśmy przez kolejne 2 lata...
Zrujnowani nie tylko finansowo ale przede wszystkim psychicznie, z wielkim żalem i bólem zaakceptowaliśmy tę sytuację i postanowiliśmy, że musimy żyć jedynie dla siebie.
Los okazał się jednak dla nas łaskawy, i gdy wyciszyliśmy emocje, ujrzeliśmy dwie magiczne kreseczki, które zmieniły całe nasze życie. Dziś jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem – jesteśmy RODZICAMI :))
Dziś wiem, że najważniejszych w życiu spraw nie warto odkładać na później, by ich zupełnie nie przegapić...