Kilka tygodni temu moje słoneczko skończyło roczek, był torcik, świeczka, prezenty dużo uśmiechu i radości. Kilka dni póżniej bardzo ciężki dzień, zderzenie z rzeczywistością, zdałam sobię sprawę, że zaczyna się moja najważniejsza życiowa rola. Oczywiście wiedziałam, że majac dziecko będę je wychowywać, problem w tym, że do tej pory to wychowywanie było bardziej obsługiwaniem...Brzmi dosyć dziwnie ale zajmowanie się niemowlęciem to przewijanie, karmienie, kąpanie, zabawa czytanie. Zabezpieczałam mieszkanie, szuflady, chowałam rzeczy potencjalnie niebezpiecznie, wyznaczałam granice ale tylko te fizyczne. Teraz się zaczeło i przyznam, że mocno mnie to przeraziło. Moje Kochane Słoneczko nagle zapomniało co znaczy słowo NIE, co chwile mnie sprawdza, gdy gdzieś idziemy siłuje się ze mną i chce iść w inną stronę, gdy zabiorę jej coś czym się nie powinna bawić zaczyna się histeria, ryk, niesamowity wrzask chce żebym jej oddała to co zabrałam, staram się nie ulegać ale to takie trudne. Gdy zostawiam ją na chwilke w kojcu wielkie niebieskie oczy spoglądają na mnie z takim bólem i żalem, za moment płacz, wyciąga rączki do góry i krzyczy ma-ma-ma-ma.
Oglądałam wielokrotnie programy typu super-niania, myślałam, że to mnie nie dotyczy. Rozwrzeszczane bachory, wrzeszczące na rodziców, robiace wszystko na odwrót, rodzice ledwo żyjący. Ja tak nie mogę, nie chcę, nie dam rady...dlatego staram się działać już teraz, mam nadzieję, że kilkunastomiesięczne niemowle łatwiej będzie ''ułożyć".
Przeczytałam mase książek, łatwych i przyjemych typu super niania jak i bardziej psychologicznych, opisujących rozwój psychiki maluszka. Trudno zaakceptować i wprowadzić w życie wszystkie książkowe sposoby i teorie, część zwyjczajnie jest wbrew moim przekonaniom. Znalazłam wszystko, od bezstersowego wychowania po takie które bardziej przypominało mi terror.
Pare dni temu, trafiłam na niesamowitą książkę, która niemalże w pełni odzwierciedla moje poglądy. Co ciekawe książka została napisana 1976 roku !!! Jest starsza ode mnie. Już sam ten fakt uświadomił mi istote problemów z wychowaniem. Przetarłam oczy ze zdzwiwienia po czym zaakceptowałam fakt, że ludzie 30 lat temu mieli bardzo podobne kłopoty wychowawcze, nic się nie zmieniło, dzieci zawsze starały się wychować rodziców, zawsze ich testowały i sprawdzały "kto tu rządzi".
Autor książki "Wychowanie bez porażek" Thomas Gordon, prezentuje wiele łatwych sposobów, które mają przede wszystkim wspomóc komunikację, co ciekawe "taktyki" opisane w książce działają takżę na dorosłych. Książke gorąco polecam wszystkim rodzicom. Jestem pewna, że dzięki niej uniknę wielu błędów w budowaniu relacji z moimi słoneczkami. A o staraniach będę na bieżąco informować.