Czasem naprawdę czuję się jak pasożyt. Faktycznie przecież nie pracuję, nie otrzymuję więc wynagrodzenia czyli pozostaję na utrzymaniu męża. Jak myślę o tym w ten sposób, to aż mnie wzdryga! Nie chcę być i nie jestem pasożytem!
Ale czemu sama o sobie czasem potrafię tak pomyśleć???
Przecież wstaję codziennie około 6.30 i do około 20.00 aktywnie spędzam czas z małym człowiekiem, który w dodatku nie potrafi ani mówić ani chodzić! I nie jest to tak jak by mogło się wydawać - że aktywne spędzanie czasu z dzieckiem to całodzienne wygłupy na kanapie.. w stroju sypialnianym! Jestem "zrobiona" już około godziny 9. Zrobiona, to znaczy:dziecko przebrane, śniadanko przygotowane, dziecko nakarmione, po śniadanku posprzątane, pranie nastawione, poodkurzane mieszkanie, dziecko "wysadzone" - tzn.kupa zrobiona..no i ja - głowa umyta, make-up zrobiony. Jestem gotowa. Robię kawkę i mam nadzieję, że będę mogła coś poczytać, coś napisać. Tu jedynym ratunkiem jest telewizor - wiem, niestety nie jest to dobre rozwiązanie..ale nie znam innego sposobu aby uwolnić się na jakieś 40 minut od mojej gwiazdeczki.
Tak wygląda pierwsza część dnia pasożyta na "urlopie wychowawczym". Ta część dnia kończy się około godziny 10 - wtedy telewizor przestaje być atrakcyjny.Trzeba poświęcić uwagę dziecku, może wyjść na mały spacerek, a może pobawić się w ulubiona zabawę. Następnie.... pomysł na obiad - umyć, obrać warzywa, rozmrozić rybkę lub mięsko, itd... Około godziny 12 gwiazdeczka wypija kubek mleczka i udaje się na spoczynek:) I tu, jeśli dobrze wykorzystałam pierwszą część dnia to jeszcze chwilkę mogę posiedzieć przed tym moim okienkiem na świat. Ale obiad musi być gotowy na czas. Mała śpi około 1 godziny, więc czasu nie jest za wiele. Budzi się około 13 i szykujemy się na spacerek, kończymy robić obiad. Po 14 wraca brat gwiazdeczki ze szkoły. Jemy obiad, sprzątamy, ubieramy się i idziemy na spacer. Zakupy, park,plac zabaw.. szybkim krokiem, żeby przy okazji spalić obiadowe kalorie:) Po powrocie około 17 -17.30 podwieczorek i jeszcze zabawa. Następnie przygotowanie kolacji, potem kupka do nocniczka, sprzątanie, kąpiel i spanie !! Chodzi o spanie dziecka, bo mnie jeszcze czeka prasowanie...
Nie ma tu roli taty. Niestety, tata pracuje za granica. Jedzie na dwa tygodnie i wraca na 5 dni do domu. A ja myslę, że powinien odpocząć po powrocie do domu... więc nie zobowiązuję go do prac domowych. Do obowiązków syna należy wyrzucanie śmieci,sprzątanie łazienki i odkurzanie, ale on twierdzi, że nie trzeba tego robić codziennie. Odkurzam więc ja - co drugi dzień. Naczynia myje urządzenie, ale one same tam nie wchodzą i same tez nie chcą stamtąd wyjść i ustawić się na półkach:)
Wszystko co powyżej napisałam i tak nie oddaje w pełni bycia pasożytem na urlopie wychowawczym, bo owy robal robi jeszcze wiele innych rzeczy . Ale co by tam nie robił i tak będzie nazwany ptakiem domowym.. niestety:(
A najgorsze jest to, ze to głównie kobiety mają takie zdanie o kobietach..
Ja nie potępiam kobiet, które wróciły do pracy zaraz po macierzyńskim - pewnie miały powody. Może sytuacja finansowa je do tego zmusiła, może szef postawił warunek ,a może po prostu bały się zostać pasożytem? Wszak nie jest to łatwa rola - pamiętajmy o tym i szanujmy kobiety ciężko pracujące w domu.