Kiedy pracowałam w szpitalu, postanowiłam zorganizować cykl zajęć dla chorych dzieci w oparciu o najsłynniejsze baśnie. Od razu przyznam, że chciałam w pewnym sensie iść na łatwiznę. Bo skoro treść bajki byłaby już dzieciom znana, mogłabym od razu przejść do zasadniczej części zajęć. Wzięłam ze sobą książkę z baśniami, kolorowe papiery, kredki i nożyczki. Zebrałam grupkę dzieci w sali i zapowiedziałam, że tego dnia będziemy robić papierowe dekoracje do przedstawienia na podstawie baśni „O Czerwonym Kapturku". Miała to być inscenizacja oparta na improwizacji i postaciach wykonanych z kolorowego papieru.
„Wszyscy znacie tę bajkę, na pewno opowiadała Wam ją mama, albo babcia. A może tata czytał?" -Mówiłam, jednocześnie szukając długopisu w torebce. - „Ręka do góry, kto zna historię Czerwonego Kapturka".
Podniosłam głowę i nie uwierzyłam własnym oczom. Wkoło mnie siedziało ośmioro dzieci w wieku od sześciu do dziesięciu lat i ani jedna ręka nie uniosła się ku górze. Z niedowierzaniem w głosie spytałam się ponownie:
„Czy ktoś zna baśń o Czerwonym Kapturku? Nie wstydźcie się..." Znów miałam przed sobą dziecięce buźki, które tym razem wyrażały niepewność i ani jednej podniesionej dłoni. „No dobrze, to zaczniemy od bajki... Dawno, dawno temu żyła sobie raz mała dzieweczka. Ze świecą ładniejszej szukać! Matka kochała ją okrutnie, a babka - więcej jeszcze..."
I popłynęła historia, którą według wikipedii „(...)zna niemalże każdy Europejczyk.(...)". A tych ośmioro dzieci w różnym wieku i z różnych stron Polski nie znało. Zajęcia w szpitalu zakładały całkowitą dobrowolność uczestnictwa. Żadne z dzieci nie wyszło. Na drugi dzień przyszło ich jeszcze więcej i poprosiły zgodnie, żebym jeszcze raz przeczytała bajkę o wilku.
Kilka lat później bawiłam się podczaswakacji z zaprzyjaxnioną małą dziewczynką lalkami. Nagle przypomniały mi się dzieci ze szpitala i jak to zwykle bywa, myśli powędrowały drogą luźnych skojarzeń. Nagle wymskło mi się pytanie:
„Znasz bajkę o Czerwonym Kapturku?"
„Nie, ale znam bajkę o Arielce i bajki o Barbie..."
Przypomniała mi się ta historyjka, gdy wczoraj trafiłam na jakąś bajkę animowaną w telewizji. I kolejny raz pojawio się nurtujące,a i dawno zapomniane, pytanie: dlaczego?
Dlaczego dzieci nie znają bajki powtarzanej od pokoleń? Od razu (pomna wcześniejszych doświadczeń z komentarzami), napiszę, że oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że jest całe mnóstwo dzieci, które znają już opasłe tomiska bajek i baśni. Ale są też dzieci,co nie znają tych bajek, które nie zostały w formie animowanej pokazane w telewizji. A jednocześnie zdaję sobie sprawę, że pokolenie moich rodziców i moje pokolenie również, w całości, jak jeden mąż, zna owe baśnie. I o Czerwonym Kapturku, i o Szewczyku Dratewce, i o Złotej Rybce, i o Jasiu i Małgosi... To skoro zna, to dlaczego nie opowiada? Niekoniecznie „na dobranoc". Ale podczas stania w korku, albo w trakcie podróży na wakacje, lub nawet w poczekalni do lekarza. Wtedy kiedy dziecko się nudzi lub niepokoi.
Telewizor i komputer stały się częścią naszej rzeczywistości, rzeczywistości naszych dzieci również. I wcale nie chodzi mi o to, by zastąpić całkowicie te elektroniczne rozrywki. A raczej o wzbogacenie dziecięcej aktywności o słuchanie. Na szeroką skalę prowadzona była swojego czasu akcja w masmediach, której celem było zwrócenie uwagi na potrzebę i konieczność opowiadania i czytania dzieciom. Snucie baśniowych opowieści jest wspaniałym dodatkiem do bliskich kontaktów z rodzicami. Można przytulić się do mamy i słuchać bajań zupełnie innych od telewizyjnych historyjek. Baśnie, które powiązały ze sobą tyle pokoleń ludzkich, mogą i Ciebie - zabiegana współczesna mamusiu, zbliżyć do Twojego dziecka. A młody człowiek słuchając o perypetiach baśniowych bohaterów poznaje dobro i zło i uczy się je rozróżniać. Bo w tych starych bajkach wszystko było jasne. Dobro - dobre, zło - złe i przebiegłe, ale to mądrość i dobro zawsze zwyciężały. A na ekranie telewizora często zwycięża ten, który więcej dziwacznych stworów położy trupem. Pozytywne postacie czasem nie wiele różnią się od czarnych charakterów. Zaciera się granica...
Więc może dziś wieczorem, droga Mamusiu, nie pytaj się dziecka: „Znasz bajkę o Czerwonym Kapturku?" Tylko przytul je mocno do siebie i zacznij opowiadać: „Dawno, dawno temu żyła sobie raz mała dzieweczka. Ze świecą ładniejszej szukać! Matka kochała ją okrutnie, a babka - więcej jeszcze..."