Wczoraj oglądałam amerykański serial dokumentalny „Małe piękności", czy jakoś tak się to nazywało. Oniemiałam, ale wcale nie z zachwytu nad urodą kandydatek do korony, ale nad ludzką, a dokładnie rodzicielską bezmyślnością. Wyobraźcie sobie bowiem uroczą czterolatkę w makijażu, z treską na głowie i siedmioletnią damę z nakładką skrywającą dziury po mleczakach, które wypadły przecież zgodnie z naturalnym rozwojem dziecięcego uzębienia.
Bohaterkami programu były kilkuletnie dziewczynki, które ciągle startowały w konkursach piękności, zdobywały kolejne korony, statuetki i trofea, a w międzyczasie przygotowywały się i ćwiczyły pod okiem rodziców. Gdyby tylko występowały w loczkach na głowie, w pięknych sukienkach, demonstrując dołeczki w policzkach i szczerbate buzie! Ależ skądże! Wykonywano im maseczki, peelingi, masaże, pedicure, manicure, przyklejano sztuczne rzęsy, malowano, przypinano wyfiokowane treski, a nawet - o zgrozo! - robiono sztuczną opaleniznę przy pomocy rozpylacza. Zaznaczam, że mowa o czterolatkach i siedmiolatkach, a nie o kandydatkach do Miss Uniwersum. Podczas konkursu w swojej kategorii wiekowej dziewczynki wdzięczyły się na scenie, wykonując wyćwiczone układy choreograficzne, pozy i uśmiechy. Przypominały przy tym małe lolitki i jeszcze mniejsze kokotki, nie było w nich nic naturalnego i dziecięcego. Oczywiście prezentacja była jak na „dorosłym pokazie"- w sukni i w stroju kąpielowym. Jury przyznawało nagrody za styl, osobowość, najpiękniejsze włosy, fotogeniczność itp., wybierano kilka wicemiss i koronowano królową. Dodatkowo spośród małych miss z poszczególnych kategorii wybierano jedną, która zdobyła najwięcej tytułów i punktów, zdobywając tym samym nagrodę pieniężną.
To nie były dzieci, a małe hieny nastawione na wygraną, wytresowane w występach na scenie. Dla niektórych konkurs był zabawą, ale i wyzwaniem, by spełnić oczekiwania rodziców. Dlaczego ona wygrała a nie ja? - pytały małe smutne królewny, przyzwyczajone już do bycia w centrum wszechświata. Dzisiaj ona miała lepszy dzień. Następnym razem postarasz się bardziej. - mówili rodzice małych lalek w makijażach i treskach.
Smutny jest obraz świata, gdzie dzieciom zabiera się dzieciństwo i traktuje jak okaz na wystawę. W tym odcinku pokazano, że konkursach biorą udział nawet dwulatki, niemowlęta, a nawet „wystawiono" trzydniowe, tak! TRZYDNIOWE maleństwo! Przerażająca jest rzeczywistość, w której ingeruje się w naturalne piękno i przykleja sztuczne rzęsy kilkulatkom, a zabawę zamienia w trening póz i uśmiechów do kolejnego konkursu.