- Witam, witam i o zdrowie pytam - zaćwierkała radośnie Dorota wchodząc niemal w podskokach do domu. Za Dorotą wpłynął boski zapach perfum, które dostała tak zupełnie bez okazji od męża, a które kosztowały całe czterysta złotych - to pojedziemy dzisiaj na fitness. Będę gotowa za godzinę, muszę tylko zrobić Kacprowi leniwe ruskie. Od rana miał na nie „smaka"....
No i mamy gotową receptę na sukces. Facet sobie zamarzy o takich ruskich na przykład, a żona chwyta te marzenia w locie i je w mig spełnia. I tak potwierdza się powiedzenie, że do serca najprostsza droga prowadzi przez żołądek..... Ale, ale.....
- Doris, ty chcesz przez godzinę zrobić pierogi na obiad dla całej rodziny? ! Chyba ta energia, która cię rozpiera, szkodzi ci na zdrowy rozsądek. Mogę wiedzieć jak masz to zamiar zrobić?
- Normalnie. Klaudia, ja nie ruskie pierogi będę robić, tylko leniwe ruskie.
- A to nie to samo?
- Leniwe ruskie to pierogi dla leniwych zakochanych.
- Dorota o czym ty mówisz? Ruskie, to są ruskie.
- A awersja do lepienia pierogów godzinami jest awersją. Nawet największe uczucie do męża nic tu nie pomoże. Ale od czego się ma IQ 140.... Wymyśliłam sposób na to, żeby nie spędzać w kuchni pół dnia. Otóż.
Dzień wcześniej obieram dwanaście ugotowanych ziemniaków, mielę przez maszynkę i chowam w nieprzykrytym naczyniu do lodówki na noc.
Na drugi dzień dodaję półtorej szklanki mąki, 25 dkg białego sera półtłustego, sól, trochę pieprzu oraz przysmażoną na złoto cebulę. Mieszam na jednolitą masę. Na końcu dodaję dwa jajka. Mieszam ponownie, żeby otrzymać w miarę zwartą masę, żeby móc uformować kulki.
Kulki spłaszczam, na jajowate, płaskie kotlety. Obtaczam w bułce tartej i smażę z namaszczeniem na głębokim (nie takim bardzo głębokim) oleju na średnim ogniu, aż się zarumienią na ciemnozłoto.
I mam leniwe ruskie, którym brakuje jedynie sukienki z ciasta. Ale biorąc pod uwagę prawdziwie ruskie walory smakowe, szybko zapominam o brakach. Smacznego.