Niedawno robiłam
polewę na
ciasto według zaleceń mamy (jej się polewy raczej udają). 4 łyżki masła, 4 łyżki cukru, 4 łyżki wody i 4 łyżki kakao rozpuściłam w garnuszku na małym ogniu. Ta
"czwórkowa" metoda zawsze się sprawdzała, przynajmniej mamie i siostrze. Okazało się jednak, że polewa mnie "olewa". Odstawiona do wystudzenia za nic
nie chciała stężeć na tyle, by można było ją umieścić na wierzchu wypieku. Czekałam na nią do późna, a ona na dodatek zaczęła się wygłupiać -
robiły się grudki. Chcąc nie chcąc, wylałam polewę taką, jaka była, na ciasto i zasypałam ją toną wiórek kokosowych, żeby się jakoś trzymała.
Wczoraj upiekłam
piernik na Święta i nie chciałam kolejnych przygód. W sklepie stwierdziłam, że gotowa polewa jest po prostu droga. Postanowiłam zatem uciec się do pewnego pomysłu.
Kupiłam zwykłą, gorzką czekoladę za niecałe 1,50 zł (o połowę taniej niż gotowa polewa). Znajdziesz takie w swoim supermarkecie, tylko nie bierz czekoladopodobnej. Połamałam na kawałki, wrzuciłam do garnuszka, wlałam troszkę gorącej wody (takiej, która niedawno się gotowała) i mieszałam, aż do rozpuszczenia trzymając garnek w górze nad palnikiem (mały ogień). Po uzyskaniu jednolitej masy dodałam kilka kropli olejku rumowego. Wymieszałam jeszcze trochę (już nie nad ogniem) i wylałam na wierzch ciasta.
Polewa czekoladowa była gęsta i błyszcząca, nie spływała i dała się ładnie rozsmarować łyżką, posypałam ciasto wiórkami, ale tym razem umiarkowanie.
Piernik wygląda uroczo - jak pod śniegiem. Wyskrobanie resztek polewy z garnuszka - bezcenne!
Polecam mój sposób na polewę czekoladową. Myślę, że można z powodzeniem spróbować wersji z czekoladą mleczną lub białą i z różnymi aromatami.
Smacznego!
ZOBACZ TAKŻE:
Praca konkursowa naszej Internautki
Ty też możesz wziąć udział w naszym konkursie i walczyć o wspaniałe nagrody! Szczegóły przeczytasz
tutaj.