- Mamo, pan Kacper dzwoni i mówi, że skończył już remont salonuna i dzwonił do pani Doroty, ale ma wyłączony telefon, i żebyśmy wszyscy przyjechali do domu - wyrecytowała jednym tchem przez uchylone drzwi podłączona do mojej komórki głowa Seniora .
- Do domu? Przecież kończymy tu konspekt z jego żoną! - mruknęłam wyrzucając zawartość mojej przepastnej torebki na kuchenny stół - Noż wcięło - rzuciłam pustą torebkę na krzesło.
- Jeśli szukasz notesu z adresami, to jest na stoliku obok łóżka - odezwał się bas Osobistego z łazienki - Dzwonił dzisiaj do mnie Kacper i zapraszał nas...
- Co wy z tym Kacprem? Nigdzie się nie ruszamy! Mamy z Dorotą tyły w zleceniach i musimy pisać przez pół urlopu. Na pewno nie będziemy siedzieć w garach!
- Ale jest mecz!
- Właśnie - Junior wtrącił się bez pardonu - Dzisiaj je .... O telefon..... . Pan Kacper
- Halo - wyrwałam telefon z małej ręki - Cześć, słuchaj, co wyście wymyślili z tą działkową imprezą?! ..... Ja nie zamierzam dzisiaj nic pichcić, ani jeździć do sklepu po jakieś tam składniki. Dobra, na razie.
- To my przyjedziemy do was. Weźmiemy wasz mały przenośny telewizor. A jedzeniem się nie przejmujcie, coś wymyślimy. Mamy przecież działkę za oknem.
***
- Dziewczyny, idźcie sobie stąd z łaski swojej z tymi papierami na ławkę. Musimy przygotować jakąś strawę, bo za godzinę jest mecz.
- Kacper, nie denerwuj mnie. Zamierzasz wyczarować wypasioną kolację, a przywiozłeś ogórki, jogurt i ziemniaki?
- Korniszony gwoli ścisłości. I podgardle. Sio stąd!
- Jasne! To się akurat nadaj... .
- Dziewczyny, może zobaczcie czy was nie ma na ławce, hę? - Kacper odwrócił nas w kierunku drzwi - A sio! marudzicie jak nie wiem co!
***
- Rany, minęła już godzina, a my nie popchnęłyśmy roboty prawie wcale - Dorota przeciągnęła się na ławce - zgłodniałam, Klaudia, co oni tam robią. Pachnie ładnie... Kacper!!! Co wy tam robicie! Pachnie tak, że nam się jeść chce!
- Zaraz, zaraz. Za pół godziny będzie gotowe. - Junior wsadził głowę w drzwi - Ale pycha, mamo, mówię ci. Fajne są takie proste dania.
Spojrzałam na Dorotę, Dorota na mnie i parsknęłam śmiechem. Kacper w młodości był fanem wszelkich obozów i biwaków harcerskich i jak tylko robiło się ciepło w każdy niemal week end wyruszał gdzieś pod namiot. Twierdził właśnie, że najlepiej w takich warunkach smakują najprostsze potrawy. Poza tym są zdrowe, jak sama natura.
Za jakieś pół godziny istotnie zostałyśmy zaproszone do domku, gdzie na stole nakrytym trzema nowymi, czerwonymi w białe różyczki ściereczkami kuchennymi zakupionymi przez Dorotę, stała olbrzymia miska ..... z burakami i siedem wielkich, szarych talerzy ze sztućcami.
- Tadaaaam - do pokoju wszedł Kacper niosąc półmisek z pieczonymi na grilu ziemniakami.
I powiem wam coś. Takie proste jedzenie, to bardzo dobry wynalazek. Smak iście królewski, a człowiek naje się za wszystkie czasy.
Składniki
2 ½ kg ziemniaków
podgardle (ew. słonina)
1 kg buraków
słoik ogórków konserwowych
2-3 małe jogurty naturalne
Przyprawy: czosnek granulowany, curry, sól, kminek, bazylia
Ziemniaki wyszorować szczoteczką do czysta. Podzielić na połówki i rozłożyć na folii do pieczenia. Wierzch posypać przyprawami, a potem na każdy ziemniak położyć mały plasterek podgardla lub słoniny. Zawinąć w folię i położyć na grilu. Po 40 minutach odwinąć folię i sprawdzić. Jak są twardawe, dopiec
Buraki obrać i ugotować. Potem ugotowane ostudzić, pokroić w kostkę i wrzucić do dużej miski. Ogórki pokroić w kostkę również. Na końcu dodać jogurt i posolić oraz dopieprzyć do smaku.