Przepisów na placki jest niemal tyle ile babć. Każda ma swoje tajemne sekrety na udoskonalenie tradycyjnych placuszków. Jeśli zostały nam niewykorzystane warzywa, które nie są już najświeższe, ale też nie zasługują na miano zepsutych, lub gdy mamy chęć na coś innego - możemy pokusić się o spróbowanie placków wzbogaconych kolorami z ogródka.
Placuszki w warzywnej polewie - Składniki:
- 3 jajka,
- 125 ml mleka,
- 3 łyżki mąki,
- pęczek dymki,
- 10 dag startego żółtego sera,
- Pół papryki (dowolnego koloru) pokrojona w krótkie paseczki,
- ½ szklanki kukurydzy z puszki,
- ½ szklanki zielonego groszku z puszki,
- Pół selera pokrojonego w paseczki,
- 1 marchewka pokrojona w krótkie paseczki,
- 1 pietruszka pokrojona w krótkie paseczki,
- Kilka różyczek z kalafiora lub brokułu podzielonych na mniejsze kawałki,
- 30 dag ugotowanego ryżu na risotto (10 dag suchego ryżu),
- 200 ml bulionu (z kostki),
- łyżka koncentratu pomidorowego,
- łyżeczka ziół prowansalskich,
- olej do smażenia,
- sól, pieprz,
Placuszki w warzywnej polewie - Przygotowanie:
Jajka porządnie myjemy, wbijamy do miski i roztrzepujemy z mlekiem i mąką. Cebulkę dymkę myjemy, drobno kroimy i dodajemy do ryżu. Do tej samej miski dorzucamy utarty ser, zioła i przyprawy. Do garnka wlewamy olej i podsmażamy szybko warzywa. Po kilku minutach dodajemy przecier pomidorowy i bulion. Gotujemy pod przykryciem około 6 minut na średnim ogniu.
Teraz czas na placuszki. Na patelni rozgrzewamy olej. Gdy jest już gorący łyżką nabieramy małe porcje ciasta, które kładziemy na patelnię formując niewielkie placuszki. Każdą porcję smażymy około 5 minut. Podajemy polane przygotowanym sosem z kawałkami warzyw. Doskonale pasuje sok pomidorowy do popijania potrawy.
Kiedy skonczy się już sezon na świeże warzywa, a ogarnie nas ochota na takie własnie placuszki, możemy do sosu wykorzystać dowolnie wybraną mrożonkę warzywną.
Taki obiad to wspaniała okazja do przemycenia rozmaitych warzyw do menu dziecięcego. Wielu małych smakoszy przy okazji pochłaniania placuszków przekonuje się nagle, że kalafior czy marchewka nie są takie złe. A jest to niewatpliwe osiągnięcie, jeśli mamy na codzień małego grymaśnika przy stole.