Jednak dobry pomysł to połowa sukcesu. Trzeba te krokiety zrobić. I tu zazwyczaj czar pryska, bo zamiast wzorcowych krokiecików, mamy krokieciska pękające na bokach. Poddajemy się więc i nastepnym razem kupujemy gotowce.
Pod tym względem nie wyróżniałam się z tłumu, znaczy wspomagałam się kupnymi krokietami, choć jestem naprawdę fanką domowych potraf.
Aż pewnego dnia dostałam od znajomej przepis, ba, przepisior przez duże P na naleśniki, które nie pękają i na dodatek nie muszą też tuczyć, bo jeśli się ma dobrą patelnię, to można nie dodawać do ciasta oleju, a mleko użyć odchudzone do 0,5%.
A zatem łapcie dziewczyny proporcje. Jeśli nic nie zaczniecie kombinować, to sięęę zdziwicieeee..... :)
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mleka
1 szklanka wody gazowanej
1/4 szklanki oleju (opcjonalnie)
2 jajka
łyżeczka cukru, pół łyżeczki (niecałe) soli - nuta słodkawa, lub odwrotnie - nuta słonawa ciasta
Ciasto wymiaszać tak, żeby nie posiadało grudek i miało konsystencję śmietany. Jeśli trzeba dolać płynu, bo wyszło za gęste, posiłkować się wodą mineralną.
Smażyć na patelni potartej kawałkiem słoninki albo w ogóle bez tłuszczu, jesli się ma dobrą patelnię (smażyłam bez tłuszczu i wychodzi)
Naleśniki są bardzo dobre w smaku i elastyczne jak sprężynki, tylko trzeba poczekać do zawijania jakieś 2,3 minutki.
Potem robić wedle własnego smaku i kształtu. Farsz też dowolny, jak i to, czy ponierujemy potem, czy nie.
Jeśli ktoś ma jakiś genialny przepis na farsz, niech się podzieli :)))
Miłego dla Was