Szare niedzielne popołudnie. Deszcz monotonnie stuka w szyby. W salonie siedzi zanurzona po uszy w krzyżówkach Klaudia Maksa, a obok niej jej Małżonek Osobisty po uszy zanurzony w Internecie.
Nagle Klaudia nerwowo trąc czoło przerywa głęboką ciszę:
- Mężu, jak się inaczej nazywa kac?
- Co ????? - mruczy małżonek osobisty znad laptopa
- Słuchaj, jaki jest synonim wyrazu "kac".? Na cztery litery.
- Kurcze, nie wiem. Są litery? - mąż odrywa wzrok od monitora zaintrygowany nagle pytaniem
- Tak. Druga " a ".
- Nie wiem. No nie wiem ...... Hm.....
****
Dziesięć minut później.
Klaudyna przygotowuje kawę. Ciszę przerywa małżonek osobisty.
- A by cię!!!
- ????? - rzuca pytanie oczami w stronę męża Żona
- Idź ty... Kac na cztery litery... Wariata z człowieka robisz normalnie....
- ????!!!!! - trwa dalej zabawa w mima
- Zawsze po winie.... Kara, kobieto, KARA!!!!!