Coraz częściej spotykamy się z pomysłami właścicieli klubów, aby urządzić imprezę w myśl określonej idei, która to narzuca klubowiczom
przebranie się we współgrający z tą ideą kostium. Młodzi ludzie z ogromnym entuzjazmem reagują na wspomnianą propozycję. Wzorując się na stylu angielskich imprezowiczów biegają po sklepach tudzież second hand shopach w poszukiwaniu odpowiednich wdzianek.

Największą popularnością wśród pań cieszą się różdżki, korony, królicze uszka, skrzydła i wszelkie inne różowe dodatki. Wśród panów natomiast królują wspomniane wcześniej nieprzeciętne kapelusze, unikalne gogle (tudzież okulary), jak również buty i peruki we wszystkich kolorach tęczy. Dobrze to czy źle?


Wszystko brzmi jak dużo świetnej zabawy tylko czy jest w tym wszystkim miejsce dla normalnych ludzi, którzy wychodząc w piątkowy, czy sobotni wieczór chcą zrelaksować się i potańczyć nie czując presji zdominowanych przez nowy trend ludzi? Nie myśląc już tydzień wcześniej za co będą musieli się przebrać aby nie odstawać od reszty i nie czuć się odizolowanym?
To chyba dobre pytania, nad którymi wszyscy ślepo podążający za zachodnim trendem również powinni się zastanowić, przecież ostatecznie im również znudzić się może ciągłe suszenie głowy za co się przebrać (bo króliczek już był, wróżka była, diablica też… hmm… to co dzisiaj… może yeti?? Niee… to takie mało seksowne... hmmm(?)…) .
Tak naprawdę wszystko zaczyna się niewinnie. Okazjonalne imprezy z „przebierankami”, wiadomo – fajne. Ale czy równie fajnie będzie gdy stanie się to „chlebem powszednim”?. Nie wydaje mi się.
Tekst wyróżniony przez redakcję