S jak styczeń i studniówka
Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że przecież styczeń to miesiąc studniówek! Szaleństwo jednej nocy dla uczniów klas maturalnych, stres dla rodziców, a przedtem mnóstwo przygotowań i gorączkowych poszukiwań kreacji, dodatków i wolnych miejsc w salonach fryzjerskich i kosmetycznych. Postanowiłam zrobić mały rekonesans pod kątem sukienkowej mody 2010. Trafiłam na strony:
http://www.groszki.pl/groszki/1,95942,7394370,Na_studniowke___mini_czy_maksi_.html
http://www.ofeminin.pl/trendy-w-modzie/sukienki-studniowkowe-najmodniejsze-sukienki-studniowkowe-d11134.html
Pooglądałam i doszłam do wniosku, że tegoroczne maturzystki naprawdę mają w czym wybierać. I nawet nie chodzi mi o modele, bo nie przejrzałam przecież ofert wszystkich sklepów i projektantów, ale o ogólny trend. Zgodnie z obecnie panującą modą każda długość i każdy kolor są dozwolone. Szeroki wybór istnieje również w fasonach i materiałach. Krótka, czy długa? Ciemna czy jasna? Koronka czy tafta? Z kokardą czy z falbaną? I weź się tu, kobieto, zdecyduj…
Wspomnień czar…
Nasze mamy na studniówkowym balu występowały w białych bluzkach i długich czarnych spódnicach, my mogłyśmy już „poszaleć”, ale zdecydowanie przeważały długie i ciemne kreacje. Dekolty, rozcięcia na udach, odsłonięte ramiona… wszystko eleganckie i szykowne, bez przesady, w końcu to jednak szkolny bal.
Moja sukienka na studniówkę była z granatowego aksamitu, długa, prosta, z rozcięciami po bokach, miała szerokie ramiączka, z przodu kwadratowy dekolt, z tyłu małą łezkę, a do kompletu było bolerko i przecudne długie rękawiczki bez palców z pętelką zaczepianą na środkowy palec. Koleżanki w większości miały długie suknie z tafty: brąz, zieleń, szafir i różne odcienie połyskującej szarości. W tłumie wyróżniało się dziewczę w różowiutkiej sukienusi, osoba towarzysząca któremuś koledze postawiła na oryginalność. Dziś nikt by nawet nie zwrócił na nią uwagi, wówczas ( a był to rok 2001) budziła lekką kontrowersję. Moja siostra na studniówkę (kilka lat później) poszła w długiej ciemnozłotej taftowej sukni szytej u krawcowej. Wtedy panowała moda na suknie na kole z gorsetem. Może i piękne, ale mało wygodne. Na szczęście dziś już niemodne.
Przegląd kreacji
Jestem zwolenniczką długich sukien, w takich czuję się bardziej elegancko i nie martwię się, jeśli w rajstopach poleci oczko. Spośród kreacji maxi spodobała mi się najbardziej niebieska (taka jakby szarobłękitna) suknia Orsay. Odsłania ramiona, ale dla równowagi skrywa dekolt. Subtelna i elegancka. Tuż obok niej zobaczycie turkusową szatę z szeroką złotą oblamówką Mango – przywodzi na myśl baśnie z tysiąca i jednej nocy, zdecydowanie pachnie orientem, a przecież wschodnie motywy są obecnie bardzo modne! Ciekawa jest też czarna sukienka z frędzlami – Mango.
Sporo propozycji mini mają w swojej ofercie TopSecret i H&M. Moją faworytką jest ciemnozielona sukienka na ramiączkach z rozkloszowanym podwójnym dołem (H&M).
Znalazłam jeszcze kilka niebanalnych propozycji. Monsoon prezentuje długą suknię w wielkie kwiaty. Wzory rzadko spotyka się na wieczorowych i balowych kreacjach. A czemu nie? Kwiaty są przecież trendy!
Szukającej oryginalnego stroju dziewczynie może przypaść do gustu projekt Agnieszki Gruszki – asymetryczna, drapowana sukienka łącząca w sobie kilka kolorów, tkanin i faktur. Ujmująca jest także propozycja DKNY – długa połyskliwa suknia kompromisowo ma czarny dół i jasną górę, a jej fioletowy pas podkreśla talię. Hitem numer 1 jest jednak dla mnie kobieca, czerwona suknia Victoria’s Secret. Dekolt karo, dopasowana w talii, trapezowy dół, długość do kolan. No, mogłaby tylko być czarna…;)
Wybieraj z głową
Na studniówkę, na karnawałowy bal, na wesele… Każda znajdzie coś dla siebie. Pamiętajmy tylko, żeby dopasować sukienkę do naszej figury, a nie do aktualnego trendu. Powiedzenie „ładnemu we wszystkim ładnie” jest bowiem mocno przesadzone. Co jednych zdobi, drugich szpeci. Korzystajmy więc z dobrodziejstwa szerokiego wyboru rozsądnie.