Nawet laik zapytany, z czym kojarzy mu się moda odpowie za pewne: z wybiegiem, ekstrawaganckimi ubraniami i... modelkami – dodajmy – przeraźliwie chudymi modelkami. Bo nastała era lansowania chorobliwie szczupłych sylwetek. Kiedy się zaczęła? Kiedy puszyste kobiety przestały wpisywać się w kanony piękna? Niektórzy wskazują na lata 70-tych, ja jednak myślę, że znacznie wcześniej –choćby o dekadę królowania na wybiegach słynnej Twiggy.
Tak stworzonym ideałom piękna próbowały i próbują sprostać dziewczyny i kobiety. W ten sposób wkraczamy w drażliwy temat zaburzeń odżywiania – anoreksji, bulimii a wreszcie bulimareksji, czyli połączenia objawów obu schorzeń. Początkowo uważano, że dotyczą one jedynie modelek, lecz nie trzeba było dużo czasu, by zrozumieć, że nie tylko. Zaczęły się więc oskarżenia pod adresem designerów o to, że projektują ubrania wzorując się na budowie ciała swoich partnerów – homoseksualistów. Tak powstał nowy kanon piękna – tzw. typ kobiety chłopięcej.

Ostatnimi czasy słyszymy też dużo o fakcie, iż coraz częściej modelkami zostają puszyste kobiety. Chodzą po wybiegach, biorą udział w sesjach zdjęciowych. Tak było w przypadku sierpniowego wydania czasopisma "Glamour" w Stanach Zjednoczonych, gdzie na okładce można było podziwiać uśmiechniętą Lizzie Miller – modelkę „plus – size” słynnej nowojorskiej agencji Wilhelmina. Inny przykład to niedawna sesja „Curves Ahead” dla V Magazine.
Scott Schuman, autor bloga thesartorialist.blogspot.com zadaje sobie pytanie: „czy świat mody wreszcie otworzył oczy ?”
Ale to nie ma znaczenia. Liczy się przecież twoje podejście do niego. Liczysz się tylko ty!
Tekst wyróżniony przez redakcję