Kremy i balsamy brązujące gwarantują złocistobrązowy koloryt skóry, idealnie przedłużają efekty letnich kąpieli słonecznych, a przy tym niewątpliwie mają jedną przewagę nad samoopalaczami - w ich stosowaniu trudno o wpadkę. To sprawia, że cieszą się dużą popularnością, a uginające się pod ich różnorodnością drogeryjne półki zachęcają, by każda z nas wybrała dla siebie najbardziej odpowiedni.
Do wyboru mamy dwa rodzaje produktów: brązujące kremy na bazie naturalnych składników pochodzenia roślinnego oraz brązujące kremy z dodatkiem niewielkiej ilości samoopalacza. Receptura pierwszych opiera się na wyciągu z zielonych skórek orzecha włoskiego lub henny, często także z dodatkiem masła kakaowego. To trio ma naturalne barwniki wywołujące przyciemnianie karnacji.
Recepturę drugich stanowi kompozycja składników nawilżających z dodatkiem w małym stężeniu dihydroksyacetonu DHA (związek chemiczny odpowiedzialny za brązowienie warstwy rogowej naskórka popularnie stosowany w produkcji samoopalaczy).
Kosmetyki brązujące w przeciwieństwie do typowych samoopalaczy wymagają konsekwencji w stosowaniu. "Opalenizna" pojawia się bowiem stopniowo. Żeby zyskać oczekiwany efekt, balsamy i kremy z orzechowym wyciągiem musimy stosować systematycznie od kilku do kilkunastu dni.
Balsamy z dodatkiem samoopalacza działają szybciej, ale wymagają większej dokładności - źle wtarte lub nałożone w zbyt dużej ilości mogą tworzyć zacieki (nie tak widoczne, jak w przypadku samoopalacza, ale równie nieestetyczne). Nie ryzykujmy stosowania kosmetyków do ciała na twarz - bezpieczniejszy będzie puder brązujący w kamieniu.
Zobacz także:
Sprawdź, jak łatwo można przesadzić ze sztuczną opalenizną na
Koktajl24.pl Artykuł napisany przez naszą Internautkę: stokrotkę