Cukrzyca to nieuleczalna choroba. Mówiąc najprościej polega ona na niedostatecznym wytwarzaniu przez komórki Beta insuliny lub na jej nieprawidłowym działaniu. Insulina jest anabolicznym hormonem odpowiedzialnym za zwiększenie transportu glukozy we krwi do komórek, dzięki czemu spada poziom cukru. Istnieją dwa główne typy cukrzycy. W pierwszym przyczyną choroby jest uszkodzenie komórek Beta przez układ odpornościowy. Typ ten występuje najczęściej u dzieci i młodzieży. W typie drugim odpowiedzialne za rozwój choroby są złe nawyki żywieniowe, otyłość, zaburzenia metaboliczne. W obydwu przypadkach konieczne jest leczenie, polegające najczęściej na wstrzykiwaniu określonych dawek insuliny oraz na odpowiedniej diecie. Istotą leczenia jest indywidualne dopasowanie dawek do stanu chorego. Błędy w dawkowaniu mogą prowadzić do spadku poziomu cukru we krwi (hipoglikemia) lub jego znacznego wzrostu (hiperglikemia). Konsekwencją długotrwałej hiperglikemii mogą być uszkodzenia m.in.: nerek, oczu, serca, naczyń krwionośnych. Stąd tak ważne jest, aby poziom cukru był w normie. Na szczęście, dzięki ciągłemu postępowi medycyny, cukrzyca staje się coraz bardziej „ujarzmiona”. <p>Siedemnaście lat temu czyli wtedy gdy zaczęła się moja choroba, wiele dzisiejszych zastosowań było jeszcze w fazie badań. Ówczesny sposób leczenia polegał na robieniu kilka razy dziennie pomiarów cukru i zastrzyków oraz na stosowaniu odpowiedniej diety. Paradoksalnie to ostatnie wydawało się najprostsze. Przy dzisiejszych cukrzycowych „cudach techniki” (miniaturowe aparaty do mierzenia cukru i dozowania insuliny) strzykawki wspominam jako koszmar. I nie mam na myśli wkłucia igły w ciało, bo to nie boli. Problemem było pobranie odpowiedniej ilości insuliny z fiolki i pozbycie się pęcherzyków powietrza ze strzykawki. Wymagało to skupienia i nierzadko cierpliwości. Ale i tak było lepiej niż za czasów moich rodziców. Wtedy chory mógł zmierzyć poziom cukru tylko u lekarza. Średnio raz na miesiąc. Obecnie strzykawki zastąpiły peny – małe, zakończone igłą i przypominające długopis urządzenia, precyzyjnie odmierzające dawkę. Innym rozwiązaniem jest tzw. pompa insulinowa. To aparat wielkości pudełka zapałek połączony z ciałem chorego cienką rureczką, przez którą przepływa insulina. Plusem jest ograniczenie liczby wkłuć igły do jednego w ciągu kilku dni, minusem – cena. Na szczęście peny są tak funkcjonalne, że ich obsługa zapewnia komfort i nie sprawia większych problemów. Kłopoty jednak pojawiają się często i nie zawsze jest tak, jak chcieliby lekarze i sami pacjenci. Złe samopoczucie z powodu wahań cukru, osamotnienie w chorobie, ryzyko powikłań – z tym codziennie zmagają się chorzy. Dodatkowo cukrzyca wymaga regularnego trybu życia, ustalonych pór posiłków i wstrzyknięć, a to nie zawsze się udaje, zwłaszcza młodym cukrzykom. Każdy dzień jest przecież inny, wielu rzeczy nie da się zaplanować. Czy więc można pozwolić sobie na spontaniczność? Mówiąc z pozycji cukrzyka wiem, że można. Mając przy sobie aparat do mierzenia cukru, peny z insuliną, cukier w kostkach i glukagen (glukoza do wstrzyknięcia na wypadek zasłabnięcia), mogę prowadzić bardzo aktywne życie towarzyskie. Co więcej, pozwalam sobie na grzeszki. Kiedy umawiam się ze znajomymi na pizzę, jem pizzę razem z nimi. W wakacje nie odmawiam sobie lodów i gofrów. Ale na co dzień wybieram colę –colę light i słodycze ze sklepu dla diabetyków. Cukrzyca to przewrót w życiu chorego ale i jego bliskich. Równie ważne co przestrzeganie diety, regularne pomiary cukru i odpowiednie dawkowanie insuliny, jest wsparcie bliskich. Wszyscy w moim otoczeniu wiedzą o mojej chorobie. Przywykli do widoku wkłuwania igły w ciało. Staram się nie robić sensacji z mojej choroby, ale też nie chcę jej ukrywać. Znajomi rozumieją więc, że czasem muszę odpocząć, bo źle się czuję. A gdy mam niski poziom cukru we krwi, kupują mi pączki i coca-colę. Dla mnie jest to prosty gest na wagę dobrego samopoczucia. Najważniejsze jest jednak podejście samego chorego. Cukrzyca to nie koniec świata, nie powód do wstydu ani gorszego traktowania. Z cukrzycą da się normalnie żyć. Studiuję, jeżdżę w góry i chodzę na imprezy. Mam wiele życiowych planów, w których biorę pod uwagę cukrzycę jako element mojego życia. Nigdy jednak nie traktuję jej jako barierę w spełnianiu marzeń. Co najwyżej jakieś utrudnienie. W ten sposób trzymam się zasady, którą usłyszałam kiedyś z ust pewnej chorej: „to ty masz kontrolować cukrzycę, a nie ona ciebie” i tego szczerze wszystkim chorym i im bliskim życzę.