Jeszcze dwa lata temu nikt by się nad tym nie zastanawiał. W zeszłym roku jednak stało się coś, czego nawet najzacieklejsi krytycy BigPharmy by się nie spodziewali. Ponieważ sprzedaż szczepionek na grypę spadała z roku na rok na łeb na szyję, macherzy od chemicznego utrzymywania nas w stanie niedozdrowia wpadli na pomysł w swej prostocie genialny: skoro nie zagraża nam żadna epidemia, trzeba ją wymyślić.
Resztę znamy: kampania medialna, umiejętnie podkręcana psychoza, naciski na rządy i WHO (dziś wiele prokuratur podejrzewa, że nie tylko naciskano, ale i smarowano) i w efekcie udało się zmusić wiele państw do zakupu niepotrzebnej, nieprzetestowanej, groźnej dla zdrowia i życia pacjentów szczepionki. Co więcej, mogła być nieprzetestowana, gdyż rządy pod naciskiem mediów kupowały ją na własną odpowiedzialność, producentom gwarantując całkowitą bezkarność. Jedynie polski rząd zachował zimną krew, zdrowy rozsądek i naciskom nie uległ.
Na efekty nie trzeba było długo czekać: w Szwecji w pierwszych dwóch tygodniach stosowania szczepionki, zanim jeszcze ktokolwiek tam widział chorego na niesławną "świńską grypę" zaszczepiono na śmierć co najmniej cztery osoby. W Norwegii dziesięć. Dodajmy, że smutnym "standardem" jest, gdy osoba zostanie zabita przez szczepionkę poszukiwanie "alternatywnej" przyczyny śmierci - jeśli nieszczęśnik miał jakikolwiek inny problem ze zdrowiem, jest pewne, że to on zostanie podany jako przyczyna. Inaczej rodzina mogłaby się domagać odszkodowania od producentów!
Nie wiadomo ile osób zginęło w ten sposób, aczkolwiek trudno szacować tę liczbę na mniej niż 10000 w Europie.
Ale stało się coś jeszcze: bezkompromisowa i odważna dziennikarka śledcza, Jane Burgermeister ujawniła część kulisów spisku, który według niej był jeszcze straszniejszy i oprócz zarobienia na wstrzykiwaniu ludziom niebezpiecznych toksyn miał na celu przede wszystkim ich śmierć. Nie wiem czy w to wierzyć, wydaje się to zbyt straszne. Choć z drugiej strony liczba ofiar śmiertelnych sugeruje, że coś w tym może być. Niewątpliwie jednak dzięki działaniom Pani Burgermeister, do obywateli dotarła wiadomość, że szczepionka jest znacznie groźniejsza niż grypa i większość innych znanych nam chorób. Ludzie odmówili szczepienia.
W tym roku takiej medialnej hucpy nie ma, ale i tak często można napotkać reklamy szczepionek. Chociaż BigPharma chyba pogodziła się z niskimi wynikami sprzedaży a w każdym razie nie zamierza próbować ich sprzedawać jak w zeszłym roku na siłę, wciąż sprzedawać próbują i nie są to preparaty mniej groźne niż w zeszłym roku. Także i w tym wiele osób zostanie zaszczepionych na śmierć a ich oficjalną przyczyną zgonu będzie zatrzymanie akcji serca lub coś równie ambitnego.
Skoro jednak szczepionka nie jest dobrym pomysłem by uchronić się przed grypą to po co sięgnąć?
Odpowiedź ma dla nas homeopatia. Ta genialna metoda lecznicza wynaleziona ponad 200 lat temu przez największego geniusza medycyny - Samuela Hahnemanna jest, co potwierdzają uparcie przemilczane badania naukowe, nie dość, że znacznie skuteczniejsza niż leczenie chemiczne, to całkowicie niegroźna. Homeopatyczne lekarstwo pomaga, w odróżnieniu od większości sprzedawanej za ciężkie pieniądze chemii, i także od niej w odróżnieniu, nie szkodzi.
Leku homeopatycznego nie da się przedawkować, nie ma skutków ubocznych, mogą go brać dzieci, kobiety w ciąży i każdy inny. Nie kłóci się z innymi lekami homeopatycznymi. Nauka już dawno udowodniła, że homeopatia jest w stanie wyleczyć każdą chorobę. Dlatego też leki homeopatyczne cieszą się szczególnym uznaniem prawa Unii Europejskiej: ponieważ ich skuteczność i bezpieczeństwo są oczywiste, nie muszą przechodzić, jak leki allopatyczne, długotrwałej procedury rejestracyjnej i są dostępne bez recepty w każdej dobrej aptece.
Niestety, homeopatii nie da się opatentować. Więc, inaczej niż groźnych dla życia szczepionek, nikt jej też za ciężkie pieniądze nie reklamuje.