Wpadłam zziajana do autobusu, który o mało mi nie uciekł sprzed nosa. Na szczęście nie było dużo ludzi, więc mogłam usiąść i odetchnąć.
Za oknem szarzało i mżyło. Nikt z nikim nie rozmawiał.
Senną ciszę przerwał dzwonek komórki.
Młoda kobieta oderwała wzrok od okna i anemicznie sięgnęła do torebki po telefon.
- Cześć. - przywitała kogoś
Jakieś trzydzieści par uszu w autobusie skierowało się w kierunku kobiety, zupełnie w przeciwnym aniżeli głowy. Tak dla zachowania pozorów.....
-Nie.... Jakoś leci. A u Ciebie?
(tu nastąpiła kilkuminutowa wymiana zdań na tematy: dzieci, mężowie, życie pod górkę, złośliwe teściowe, co na niedzielny obiad, jakie ciasto, plany na najbliższe dni)
-A zresztą pogadamy o tym w piątek. Będziemy u was gdzieś koło południa.
- .......
-No jak to kto? Ja i Marcin.
- ......
- Masz zjazd w ten week-end? Mówiłaś, że nie.
- .....
-Na jaki zjazd?
- .......
- Przepraszam, a z kim ja rozmawiam?
- ......
- No ja jestem Baśka, ale nie Kowalska.
- ......
- Nie ma za co. Do widzenia.
Kobieta wyłączyła telefon i podniosła głowę. Jakieś trzydzieści par oczu nagle skierowało się ku oknom autobusu. Tak dla zachowania pozorów....
- Dlatego warto się przedstawiać. Jak mówię to synowi - mówi, że się czepiam szczegółów - powiedział wesoło mężczyzna siedzący na przeciwko mnie i wyjął z teczki "Politykę".
Prawie wszyscy się uśmiechnęliśmy. Znowu nastała cisza. I znowu komórka. Tym razem "mój" Chopin grał gdzieś na dnie mojej przepastnej torby.
- Cześć. Spałaś? Długo nie odbierałaś...
- Cześć, nie mogłam znaleźć komórki w torebce.
- Słuchaj, kochana. Wzięliśmy sobie urlop do końca tygodnia. Jutro jedziemy do kuzynów , to po drodze do Was. Wpadlibyśmy was odwiedzić.
- Super. Zapraszam serdecznie – zakończyłam rozmowę prawie miaucząc.
Zatoki od kilku dni znowu dawały mi się we znaki. Otworzyłam portfel i ze złością zorientowałam się, że zapomniałam wziąć mojej recepty z lodówki. Wyjęłam komórkę i wystukałam numer.
- Cześć Junior. Zrób chłopaku dobry uczynek, idź do apteki i wykup mi lekarstwa na zatoki. Recepta leży… O, dzięki, a jakim cudem się domyśliłeś? ….. A, zrobiłeś dobry uczynek dla siebie, bo nie dawałam ci spać w nocy tłukąc się w kuchni…… No dobra…… To na razie, przyjadę niedługo, pa
Ledwo schowałam telefon Chopin znowu rozległ się z torebki.
- Słucham.
- To jeszcze ja. Słuchaj, a jak przenocujemy, nie sprawimy wam kłopotu?
- Nie, no skąd…..
W głowie przewinęła mi się radosna wizja ekspresowych porządków, z korkiem w głowie.
- To do zobaczenia.
- Pa.
Oczyma wyobraźnie zrobiłam wgląd w lodówkę. No tak....Muszę wysiąść koło supermarketu i uzupełnić spożywcze zapasy....
Telefon...
- Cześć. To znowu ja. Kochana, nie obraź się, ale czy mogłabyś coś zrobić z waszym królikiem, syn jest uczulony na sierść ?
- Dobrze, wyniosę królika. Nie ma sprawy. Pa.
- A ma pani królika? - rzucił zalotnie pan znad "Polityki".
- Nie, nie mam. - uśmiechnęłam się.
....
- Cholera, nie mam królika! - wrzasnęłam, a jakieś trzydzieści głów skierowało się w moim kierunku. Już bez stwarzania pozorów.
Nastała cisza.
Złapałam telefon i wybrałam numer.
- Przepraszam.
- No co Aniu?
- Bo właśnie..... Ja nie mam królika. I mam na imię Klaudia.
- To nie rozmawiałam z Anką Nowak?
- Nie.
- O rany... Przepraszam....
- Nie szkodzi.... Dobrze, że się zorientowałam. Do widzenia.
- Co ja to miałem powiedzieć...... ? - rzekł pan-od-"Polityki" a publiczność się roześmiała.
Nastała cisza. Telefon. Wszyscy już śmiało skierowali wzrok na nastolatkę.
Ta wyciągnęła komórkę pod obstrzałem trzydziestu par oczu.
- Aaaa, cześć Kacper - dziewczyna przywitała marudnie dzwoniącego.
- ....
- Tak. Jestem teraz w domu. Możesz przyjść. To nara.
Towarzystwo głośno się roześmiało i zamilkło z powrotem. Pan Polityka uniósł głowę.
- Na zatoki, to najlepsza jest cebula.
- Chyba na przeziębienie …. Wtrąciła się sąsiadka siedząca obok
- Na przeziębienie trzeba cebulę zjeść, albo pić sok, a na zatoki ją się wącha.
Trzydzieści par oczu strzeliło nam zdziwionym spojrzeniem. Pan Polityka poprawił kołnierzyk płaszcza i wymodulowanym głosem radiowca rzekł był
- Należy pokroić cebulę w drobną kostkę, ugnieść, wsypać do kieliszka, najpierw zamknąć oczy i prawą dziurkę i wciągać nosem tę szczypiącą woń, aż zaszczypie z tyłu głowy tak z dziesięć razy, potem zmiana. Powinno się czynić tak na zmianę po parę razy, co półtorej, dwie godziny. Nie ma takiej opcji, żeby zatoki nie zeszły.
- Eeeee tam….
- Nie „e tam” tylko jestem tego namacalnym przykładem. …. .A teraz będę wysiadał.
Pan PolItyka założył kapelusz, zapiął płaszcz, ukłonił się i wyszedł.
Kurtyna.